Imperial Star Destroyer

Imperial Star Destroyer

poniedziałek, 2 lipca 2018

Recenzja filmu "Solo - A Star Wars story" (SPOILERY)


Jakiś czas temu miałem przyjemność oglądnąć najnowszy film z serii Gwiezdne Wojny: Han Solo - historie. Nazwa jak widzicie jest nieco przydługa ale to dlatego by filmy z tej serii (również Łotr 1) łatwo odróżnić od głównej linii fabularnej Star Wars (Przebudzenie Mocy, Ostatni Jedi).

Gwiezdne wojny: historie są serią skierowaną moim zdaniem do dojrzalszych fanów serii niż nowa linia fabularna. Często pełne są smaczków i nawiązań do głównej części cyklu. I nie inaczej jest tym razem.

Myślę, że już na samym początku powinienem zaznaczyć, że film mi się podobał i że dobrze się na nim bawiłem. Miałem wrażenie jakbym imprezował w towarzystwie dobrego znajomego, którego nie widziałem od kilku lat ale z którym kiedyś świetnie się rozumieliśmy. Stara miłość nie rdzewieje?

Zacznę od kreacji aktorskich bo do nich przed filmem można było mieć chyba najwięcej wątpliwości. Han Solo i Harrison Ford są ze sobą połączeni już na zawsze. Ford, który przebił się do "mainstreamu" właśnie tą rolą był w niej szalenie wiarygodny. Przemytnik i łajdak ale w sumie gość o dobrym sercu, przystojny i pełen uroku osobistego. Możliwe, że jest to najbardziej kultowa postać Gwiezdnych Wojen pewnie zaraz po Vaderze. Wobec tego zagranie go przez mało znanego Aldena Ehrenreicha budziła największe obawy. Czy ten młody aktor może udźwignąć takie brzemię?


Otóż udźwignął! Oczywiście nie jest i nie będzie Harrisonem Fordem ale zagrał Hana Solo moim zdaniem tak dobrze jak tylko się dało. Patrząc na film ani przez chwilę nie miałem wrażenia, że "coś mi nie pasuje". Alden to Solo tylko faktycznie młodszy, mniej doświadczony, jeszcze nie uciekający przed łowcami nagród nasłanymi przez Jabbę.

Drugą ciekawą kreacją aktorską był Donald Glover w postaci Lando Calrissiana. Film ładnie wyjaśnia jak Lando poznał Hana i w jaki sposób Han zdobył kultowego Sokoła Millenium ("Świetne karty ale przydałby ci się taki zielony sylop!"). Wątek z droidką L3-37 może się podobać lub nie, dla mnie był taki sobie.

Z postaci drugoplanowych doskonale wypadł Paul Bettany jako szef syndykatu przestępczego Dryden Vos. Aktorowi, który widzom kojarzy się z miłym facetem ("Pan i Władca") naprawdę niełatwo jest stać się psychopatycznym hersztem zbrodniczego syndykatu ale Bettany`emu udało się to naprawdę świetnie. Ładnie wypadła też walcząca z Beckettem i Szkarłatnym Świtem Enfys Nest. Cały jej wątek oceniam jako bardzo dobry a "twist" fabuły na końcu też jest miłym zaskoczeniem.


Szczerze powiedziawszy średnio za to podobały mi się role Becketta (Woody Harrelson) i Qi Ra (Emilia Clarke). Mam poczucie, że zostały zagrane szablonowo, że grali oni "jak zawsze". Prawdopodobnie wiąże się to z tym, że akurat ich obydwoje widziałem w dużo większej liczbie filmów i stąd wyraźniejsze były dla mnie ich maniery. Clarke grała Qi Ra identycznie jak Daenerys Targaryen w Grze o Tron a Harrelson w moim odczuciu zagrał Becketta bardzo podobnie do Haymitcha z Igrzysk Śmierci.

Co do samego scenariusza to jest on spójny, bez nonsensownych dygresji i niepotrzebnych akcji (jak w Ostatnim Jedi). Prowadzi zrozumiale widza od początku do końca filmu. Trudno go nazwać porywającym ale absolutnie nie jest nudny. Ani razu nie spojrzałem w kinie na zegarek co zwykle rzadko mi się zdarza.

Bardzo fajnym pomysłem byli "Mud Troopers" i walki na błotnej planecie Mimban. Wyglądali oni tak dobrze, że miałem wrażenie, że od początku było w "kanonie" Gwiezdnych Wojen.

Bardzo podobała mi się postać żarłocznego członka gangu Becketta czyli Ardeniański pilot o czterech rękach - Rio Durant. Choć w filmie widzimy go naprawdę krótko to jego odzywki, pyskówki i hasełka są świetne. Aż chciałoby się poznać wcześniejsze "fuchy" tej ekipy.


Doskonałe są również drobne smaczki typu: "Beckett, znam go, to ten co zabił Aurrę Sing." albo "Czy nie mogliśmy wziąć do pomocy kogoś sprawdzonego jak Bossk by dokończyć tę robotę?". Po raz pierwszy pada też na ekranie określenie YT-1300 czyli nazwa modelu Sokoła Millenium. To może drobne rzeczy ale prawdziwy fan Star Wars powinien je docenić.

Jedyna rzecz, które pozostawia pewien niesmak to kosmiczna bestia, która chciała pożreć Sokoła. Podczas gdy występujący w Imperium Kontratakuje "Space Slug" jakoś mnie nie raził żyjąc sobie na asteroidzie to żyjąca nieopodal "czarnej dziury", nie wiadomo jak poruszająca się w przestrzeni kosmosu bestia vel "Paszcza" była niepotrzebna. Zdecydowanie bardziej wolałbym atak piratów albo wyraźniej zaznaczone starcie z siłami Imperium zakończone wciągnięciem Niszczyciela do czarnej dziury. No i ten skok właściwie na ślepo z dopaleniem przez Wir Akkadyjski.

Ogólnie spokojnie mogę przyznać filmowi "Solo" 9/10 gwiazdek. Film był naprawdę dobry ale jednak nie lepszy niż "Rogue One". A wam jak się podobał?

niedziela, 1 lipca 2018

Mitsubishi A6M Zero - model Battlefrontu i rys historyczny

Dzięki mojemu wspaniałemu koledze Szymonowi Granatowi w moje ręce wpadł kultowy samolot z okresu II Wojny Światowej - A6M Zero Fighter produkcji firmy Battlefront.


Był to postrach amerykańskich pilotów w latach 41-42. Dlaczego nazywany był "Zero"? Otóż cyfra 0 oznaczała końcówkę roku, 2600 według kalendarza japońskiego, czyli 1940 w kalendarzu gregoriańskim, kiedy to samolot wprowadzono do produkcji. Pod koniec wojny był już jednak za słabo uzbrojony i za słabo opancerzony by podjąć sensowną walkę z dużo lepszymi myśliwcami USAF ale i tak do dziś pozostaje legendą.

Gdy byłem dzieckiem dostałem od dziadków w prezencie i po raz pierwszy samodzielnie skleiłem model Zero firmy Academy. Od tego czasu jest to mój ulubiony myśliwiec. Pudełko wyglądało dokładnie jak na poniższym zdjęciu - świetna grafika.


Wróćmy jednak do mojego modelu firmy Battlefront. Szymon od dawna chciał pomalować Zero a ja potrzebowałem jednej sztuki do Japończyków na okres late war do Flames of War. Z takiego połączenia interesów musiało coś wyjść. I wyszło! Zero w bardzo pięknym zielonym kamuflażu. Jestem nim zachwycony. Szymon uchwycił coś swoim malowaniem co przemawia do mojego zmysłu artystycznego. Dzięki :)


sobota, 30 czerwca 2018

Tie Reaper - unboxing i mini recenzja

W dniu wczorajszym w katowickim sklepie Sarmata zakupiłem, po raz pierwszy od dłuższego czasu, statek do X-winga. Ponieważ planuję skonsolidować siły w 2. edycji jako Galaktyczne Imperium więc padło na Tie Reapera choć szczerze przyznam, że Renegaci Sawa w biało-czarnych barwach też mnie kusili.


W sklepie podczas zakupu poczułem zdziwienie: on jest taki mały?! W pudełku za 87zł? No cóż, zdecydowałem, że skoro już go zamówiłem to go biorę. Oczekiwałem jednak czegoś mniej więcej wielkości Lambdy. Przecież Tie Reaper to był osobisty transportowiec dyrektora Krennica, wchodziło tam chyba z 8 Death Troopersów, sam pan dyrektor i jeszcze pilot! No ale w grze jest to statek na małej podstawce (w X-wing 1.0).



Wyglądem mocno przypomina Tie-Strikera ale jest od niego o połowę większy. Jest bardzo ładnie wykonany, tutaj nic nie mogę mu zarzucić. Będzie bardzo pasował do eskadry komuś kto gra Tie Strikerami, klimatycznie można odegrać atmosferyczną "Bitwę o Scariff".

Porównajmy Tie Reapera rozmiarowo do Decimatora, który jest przy nim wprost olbrzymi.



Zgodnie z zapowiedzią w zestawie znajdują się karty do 1. i 2. edycji X-winga. To bardzo miły gest producenta systemu ale podyktowany pragmatyzmem, prawdopodobnie mało kto kupiłby obecnie statek bez kart do 2.0. Zobaczmy teraz zestawy do obu edycji na zdjęciach.

Karty rozszerzeń do X-winga 1.0:
Dyrektor Krennic
Kamuflaż Multispektralny
Oficerowie Systemowi x2
Oficer Taktyczne x2 Szturmowcy Śmierci
Slicer z IBB
Zaawansowane lotki
Zmyłka

Poniżej karty do wersji 2.0:

 Dyrektor Krennic i kondycja działają zupełnie inaczej jak widać.
Jeszcze zerknijcie na podstawkę do 2. edycji, która jest zupełnie nowa (średnia) oraz dial, który jest ciekawy. No i nowy wzór "okładki" diala do wersji 2.0.


Poniżej kilka zbliżeń i fotka z pierwszej potyczki mojego Tie Reapera ze Świetlikiem.




Statkiem gra się dość nietypowo. Wyposażony w Adaptive Ailreons jest szybszy niż wynika z diala i nieco bardziej zwrotny (białe łuki 3 zamiast czerwone). Dodatkowo ruch "1" przed ujawnieniem manewru pozwala ładnie się pozycjonować i graczowi z wyobraźnią przestrzenną może ustawić grę. Czerwone "0" też umożliwia różne sztuczki, których przeciwnik może się nie spodziewać. Dobór akcji jest niecodzienny. Posiada: skupienie, unik i zakłócanie (jam). Nie ma Target Locka ani beczki.

Z kart rozszerzeń bardzo podoba mi się karta "Dyrektor Krennic", załogant tylko do Imperium za 5 punktów. Przed grą przydziela przyjaznemu statkowi kondycję "Zoptymaliowany prototyp". Kondycja daje prototypowi dodatkową tarczę i umożliwiając lepsze zbijanie tarcz z wrogich statków kosztem 1 kości ataku (nawet pustej).

Wzmacnia też statek na którym Krennic leci do bitwy. Gdy jest on w zasięgu 1-2 od prototypu może za darmo namierzyć wrogi statek, który był zaatakowany przez prototyp. Fajnie pasuje do Tie Reapera, który normalnie nie ma namierzenia na pasku akcji.

Krennic z prototypem bardzo fajnie pasują do Darth Vadera w Tie Advanced. Może nie wszyscy będą grali Reaperem z Palpatinem?

Drugą kartą, która przykuła moją uwagę jest "Kamuflaż multispektralny". Modyfikacja za 1 punkt tylko do małego statku. Gdy otrzymujemy czerwony żeton namierzenia celu a nie mamy go wcześniej rzucamy zieloną kościa - gdy wypadnie unik nie dostajemy tego żetonu. Fajnie!

Zestaw do 2.0 postaram się omówić w następnym artykule. Ogólnie zestaw jest naprawdę fajny i nie żałuję, że go kupiłem. Mocne 8/10 gwiazdek.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Turniej Flames of War 17.06.2018 Erpegie


W dniu 17.06.2018 miałem zaszczyt zorganizować turniej Flames of War w katowickim sklepie Erpegie. To prawdopodobnie pierwszy turniej FoW zorganizowany na Górnym Śląsku od dwóch lat więc szczególnie fajnie, że się udało spotkać i zagrać.

Na turniej mieliśmy zapisane 7 osób ale jedna w ostatniej chwili odpadła więc w blokach startowych mieliśmy 6 graczy, którzy prezentowali się następująco:

1. Qbekoz - Niemcy - Pantery+królewski
2. Derbus - Niemcy - grenadierzy+Pantery
3. Polewa - Niemcy - grenadierzy+PaK line
4. Gefr.Kouo - UK  - cromwelle i spółka (7th AD)
5. Makau - ZSRR - Shermany 75+76
6. Zorg   - ZSRR - T-34+ Shturmoviki

Rozpiski graczy są dostępne na Tournykeeper: https://tournykeeper.com/#/tournament/details/639

Jak widać powyżej mieliśmy 4 pancerki i dwie piechoty, nacje to: 3 Niemcy, 2 ZSRR, 1 UK. Graliśmy z battleplanami więc w zależności od deklarowanego planu graliśmy scenariusze zgodnie z tabelką.

W pierwszej rundzie spotkali się:
1. Makau vs Zorg  (remis 3-1)
2. Polewa vs Kouo (wygrana 7-2)
3. Derbus vs Qbekoz (remis 1-3)



Zwycięstwo w pierwszej rundzie wykręcił tylko Polewa. Dwie pozostałe bitwy to "remisy".

Pary na drugą rundę prezentowały się następująco:
1. Zorg vs Kouo ( wygrana 8-1)
2. Polewa vs Qbekoz  (wygrana 6-3)
3. Makau vs Derbus (wygrana 8-1)




Tym razem udało się rozstrzygnąć wszystkie 3 gry.

Ostatnia, decydująca runda:
1. Polewa vs Makau (wygrana 7-2)
2. Qbekoz vs Zorg (wygrana 7-2)
3. Derbus vs Kouo (wygrana 7-2)




 Wszystkie 3 gry zakończyły się wynikami 7-2.

Dodatkowe punkty za przesłane w czasie rozpiski otrzymali Derbus, Makau i Polewa. Polewa jako jedyny wygrał wszystkie 3 bitwy więc został bezapelacyjnym zwycięzcą turnieju a wypasiony bon nagrodowy i pamiątkową figurka Me-262 Sturmvogel powędrowała do niego.

Ostateczna klasyfikacja prezentuje się następująco:
1. Polewa  7+6+7+2+1=23 punkty
2. Qbekoz 3+3+7+0+3=16 punktów
3. Makau  3+7+3+2+0=15 punktów
4. Darbus  1+1+7+2+3=14 punktów
5. Zorg     1+7+2+0+2=12 punktów
6. Kouo    2+1+2+0+3=8 punktów

Powyżej tryumfator i kierownik placówki.

Dziękuję wszystkim graczom a szczególnie Derbusowi, który miał kawał dojazdu. Dzięki też dla Bartka ze sklepu Erpegie za udostępnienie stołów na czas turnieju i bony z nagrodami. Myślę, że przy dogodniejszym terminie jesteśmy w stanie zorganizować turniej z frekwencją 10 lokalnych graczy. Cieszę się, że udało mi się wyciągnąć z garażu moje 21 T-34 ale rozumiem dlaczego wersja 76mm została wymieniona - mimo dużej liczby oraz sensownego pancerza poczułem jak bardzo brakuje im siły przebicia ;)

Zorg

piątek, 8 czerwca 2018

Imperial Light Carrier - unboxing i recenzja


Niedawno temu wszedłem w posiadanie angielskiej wersji lekkiego imperialnego lotniskowca. Jednostkę tę znamy z serialu Star Wars: Rebels gdzie zanim weszła do służby Imperium została brawurowo przejęta przez rebelianckie siły dowodzone przez Admirała Sato.


Okręt jest standardowo jak na Armadę estetycznie wykonany i pomalowany. Dzięki kształtowi wpisuje się w wygląd floty imperialnej jako "wściekłych trójkątów". Jest montowany na średniej podstawce, ma 6 punktów kadłuba i cechuje go szerokie przednie pole ostrzału ("arc").



Jak zawsze dostępne w zestawie mamy dwie wersje okrętu:
Quasar Fire I to wersja tańsza, w każdym arcu ma niebieskie kości: w przednim 3, w bocznych po 2 a w tylnym tylko 1 do tego dochodzi 1 niebieska przeciw eskadrom. Ma dwa miejsca na offensive retrofit oraz jedno na "weapons team". Dodając "Expanded hangar bays", "Boosted comms" oraz "Flight controllers" mamy potencjalnie nawet 5 aktywacji eskadr na dalekim zasięgu z dodatkową niebieską kością przeciw eskadrom. Brzmi super, prawda?

Quasar Fire II, w przednim arcu 2 czerwone i 1 niebieska, w bocznych po 1 czerwonej i 1 niebieskiej, z tyłu  jedna niebieska. Quasar II jest jest pierwszym okrętem w Armadzie, który ma czerwoną kość ostrzału przeciw eskadrom. Co ciekawe posiada dwa sloty "Weapons team" więc można wziąć zarówno "flight controllers" jak i "ruthless strategists".

Dostępne żetony obrony nie są złe bo brace i redirect zawsze są dobre. Szkoda tylko, że są tylko te dwa co w połączeniu z niewielką ilością tarcz oznacza, że nie jest to wytrzymały okręt. Praktycznie jeden dobry strzał z Home One/ ISD wystarczy by Quasar zmienił się w supernową. Na moje oko przydałby się jeszcze choć jeden evade albo contain.


Już na pierwszy rzut oka widać, że jest to typowy lotniskowiec a nie kanonierka. Jednak to jego rozwinięcia są szczególnie interesujące bo przecież 4 aktywacje eskadr na turę można taniej uzyskać z dwóch flotylli Gozanti. Ale wspomniane wcześniej kombinacje ulepszeń mogą dać niemałą przewagę w grze eskadr, która jest obecnie kluczowa w turniejowej Armadzie.

W zestawie znajdziemy liczne karty rozszerzeń, z których najważniejsza jest zdecydowanie pani admirał Rae Sloane, która awansowała na miejsce najlepszego Imperialnego admirała dowodzącego rozpiskami z eskadrami. Może w ogóle jest najlepszym admirałem Imperium (moff JJ na pewno się z tym nie zgodzi).


Pani admirał za 24 punkty daje naszym eskadrom bez słowa kluczowego Rogue / Łotr ciekawe możliwości. Za celność na kości pozwala przepalić żeton obrony (przeciwnik nie może go już w tym ataku wykorzystać) oraz pozwala przerzucać trafienia krytyczne przeciw okrętom- bardzo przydatne na imperialnych eskadrach myśliwskich mających jedną niebieską kość ataku. Mocno ułatwia zadawanie obrażeń okrętom przez myśliwce, niszczenie imiennych eskadr a nawet potężny atak bez obrony w połączeniu z Avengerem.

Pozostałe karty rozszerzeń też są ciekawe, choćby wygrywający niedawno turnieje na okręcie Avenger Boarding Troopers znają chyba wszyscy, pisałem już o nich na blogu wcześniej.


Dwie sztuki Disposable Capacitators, które za 3 punkty pozwalają jednorazowo strzelić z niebieskich kości na dalekim zasięgu. Stosowane są głównie na Quasar I ale widziałem je też na Victory II.

Grand Inquisitor wydaje mi się mało przydatnym oficerem pozwalającym zmniejszyć lub zwiększyć prędkość w odpowiedzi na zmianę prędkości przeciwnika w dystansie 1-5. Dość drogo za 4 punkty.

Quad Battery Turrets: turbolasery za 5 punktów, pozwalają dodać do puli jedną niebieską kostkę jeśli strzelamy do statku o większej prędkości. Fajna sprawa na wolnych statkach jak Victory czy MC80 Home One type.

Trzy tytuły do Quasara pozwalają nam indywidualizować nasz lotniskowiec:
1) Squall, 3 punkty, gdy aktywujemy lotniskowiec możemy wybrać 3 eskadry w średnim zasięgu i przesunąć je o "2". Nie mogą być związane walką przed ani po ruchu. Dobre jak Flight Controllers.
2) Stronghold, 5 punktów, gdy sojusznicza eskadra ze słowem "swarm/rój" broni się w dystansie 1-2 atak jest traktowany jako przyblokowany. Imperialny odpowiednik "Gallant Heaven". Podoba mi się.
3) Pursuant, 2 punkty, jeżeli ujawnisz rozkaz inny niż "eskadry" odrzuć tę kartę i traktuj rozkaz jakby był rozkazem aktywacji eskadr. To takie ubezpieczenie żeby próbując nawigować lub naprawiać się nie zostać złapanym bez aktywacji eskadr w kluczowym momencie. Również sensowna karta.


Na koniec pozwalam sobie załączyć porównanie wielkości modelu do innego średniego okrętu typu Interdictor, do małej korwety typu Raider oraz serię zbliżeń na sam lotniskowiec. Okręt jest solidny i niejedna imperialna eskadra ma go w swoim składzie. A wy polubiliście Quasara?






piątek, 1 czerwca 2018

Thorgal - Zdradzona Czarodziejka (recenzja)


Komiksy lubię praktycznie od czasów dzieciństwa gdy ojciec kupił mi pierwsze numery Transformers, Kajko i Kokosz oraz Hugo. Od czasu bycia nastolatkiem, gdy mama dała mi do przeczytania pierwszy tom Władcy Pierścieni, lubię też fantastykę. Thorgal mignął mi gdzieś przed oczami wiele lat temu i niestety został zaszufladkowany jako "nie lubię, nie podoba mi się". W poszukiwaniu nowych doznań i nowych historii natrafiłem na niego znowu i postanowiłem dać mu drugą szansę. I jakież było moje zaskoczenie gdy komiks bardzo mi się spodobał! 


Historia Thorgala Aegirssona, nie-Wikinga wśród Wikingów, była dla mnie jak powiew swieżości. Kreska nieco przypomina mi komiksową XIII a fabuła kojarzy mi się mocno z Wiedźminem. Może to przez sposób w jaki Thorgal myśli i postępuje? Może przez fakt, iż jest on zdecydowanie bardziej szlachetny niż całe jego otoczenia. A czy czerwonowłosa, tajemnicza czarodziejka nie przypomina wam nieco Yennefer? W opowiadaniu "Ostatnie Życzenie" gdzie Yennefer poznaje Geralta potrzebuje go ona jedynie jako osiłka by załatwić porachunki ze swymi krytykami. Cóż, patrząc na datę premiery komiksu to chyba jednak Wiedźmin czerpie garściami z Thorgala.

Jedyne co nieco mi przeszkadzało w odbiorze komiksu to fakt, że postaci są trochę przerysowane. Thorgal i jego ukochana Aaricia są szlachetni aż do niemożliwości, Gandalf Szalony i jego syn Bjorn są najpodlejsi z podłych, szeregowi Wikingowie są niezwykle okrutni i bezwzględni a czarodziejka Slivia jest tak bardzo tajemnicza, że aż nie wiadomo o co jej chodzi. Tak, trochu marudzę. Przecież "Zdradzona Czarodziejka" to komiks i wszystko musi tu być jasne już na pierwszy rzut oka, nie ma też 400 stron na tłumaczenie zawiłości charakteru wszystkich bohaterów. 

Poboczne opowiadanie o podziemnej jaskini również niezwykle mi się podoba. Podziemny świat pełen tropikalnej roślinności, ogrzewany przez wulkan oraz wieczna młodość, za którą w pewnym momencie przychodzi zapłacić słoną cenę, to motywy, które pojawiają się często w fantastyce. Ale ta opowieść graficzna jest po prostu dobra sama z siebie, krótka i jasna jak błysk klingi Thorgala.

Komiks za pierwszym razem czyta się błyskawicznie, za drugim czytelnik delektuje się nim starając się docenić wszystkie smaczki i detale każdej planszy.

Dla mnie "Zdradzona Czarodzieka otrzymuje mocne 9/10 gwiazdek. Ponieważ pierwszy tom Thorgala mocno mnie wciągnął więc pewnie teraz będę musiał postawić na półce całą serię liczącą ponad 30 tomów ;)

wtorek, 29 maja 2018

Moja kolekcja kart promocyjnych do Star Wars Armada


Dziś na tapecie nie znajdziecie raportu z turnieju ani rozprawy taktycznej. Dzisiaj będziemy zgłębiać kolekcjonerski aspekt hobby a konkretnie gry Star Wars: Armada.

Zwyczajem firmy FFG jest udostępnianie w sprzedaży dla organizatorów turniejów tzw. kitów czyli zestawów zawierających materiały promocyjne do gry. Najczęściej nagrodami są małe karty rozszerzeń do statków ale za zajęcie lepszego miejsca można otrzymać "promki" okrętów, myśliwców i admirałów. Czasem dostępne są akrylowe znaczniki i miarki ale o nich napiszę innym razem. Warto wspomnieć, że im większej rangi turniej tym więcej nagród i tym nagrody są fajniejsze.

Każdy gracz, który był na kilka turniejach Armady prawdopodobnie posiada zbiór kart promocyjnych. Chciałbym wam zaprezentować moją kolekcję "promek" do Armady. Wydaje mi się, że jest całkiem bogata ale mam świadomość, że niejeden czytelnik ma lepszą :)

Zacznijmy od kart eskadr czyli myśliwców i bombowców. Tutaj zgromadziłem szczególnie ładną kolekcję jednostek imperialnych z Tie Phantom z najnowszego kita oraz Majorem Rhymerem z Mistrzostw Polski 2017. Najbardziej chyba jednak lubię Tie Bombera wygranego w Side Event MP.


Część dotyczące eskadr Rebelii jest już dużo skromniejsza bowiem posiadam tylko eskadry A-wingów, X-wingów i Y-wingów oraz dwóch pilotów z konfliktu koreliańskiego: Ten Numba i Eskadrę Sztyletów. Swojego czasu miałem jeszcze Hana Solo i Bobę Fetta jednak znaleźli oni nowych właścicieli.


Jeżeli chodzi o admirałów to w kolekcji posiadam tylko Admirała Ackbara i Dartha Vadera. Z promocyjnych kart rozszerzeń mam: Turbolasery XI7, Szturmowe Torpedy Protonowe, Obwody Przekierowania Turbolaserów, Szybkie Przeładowanie i Powiększone Hangary. Na stanie posiadam również kartę oversized Centrum Dowodzenia Bombowców. Jak widać na zdjęciu wiele kart posiadam podwójnych. W kolekcji są również "Strzały Wyprzedzające" jednak nie mogłem ich znaleźć przed zrobieniem zdjęcia.


Najmniej liczne w mojej kolekcji są promocyjne karty statków. W chwili obecnej do Rebelii mam Fregatę Nebulon B, Koreliańską Korwetę A, Rebelianckie Transportowce a do Imperium tylko Korwetę Typu Raider I. Kiedyś posiadałem bardzo piękne karty statków: Imperial Star Destroyer I oraz MC-80 Assault Cruiser jednak sprzedałem je potrzebując gotówki na nowe statki.


Istnieją również fanowskie karty promocyjne, które czasami są nagrodami na lokalnych turniejach, przodują w tym szanowny kolega Darek Meckier oraz poznański Raven Squadron. Ich promki na zdjęciu zamieszczam poniżej. Tutaj dysponuję podwójną kartą ISD Cymoon/ Koreliańską Korweta typ B, MC75 Ordnance Cruiser i MC75 Armored Cruiser oraz dwie karty z admirałami: Wielkim Moffem Tarkinem i Księżniczką Leią Organa.


Dwie karty o które szczególnie chciałbym uzupełnić kolekcję to Victory Star Destroyer I oraz Assault Frigate Mark II A. Niestety na rynku wtórnym są one rzadko spotykane.



Obecnie nastawiam się na wzbogacenie kolekcji o kartę Moffa Jerjerroda oraz dwustronną kartę pilotów Marka Steele i Shary Bey, które będą do wygrania w Mistrzostwach Polski 2018 bowiem bardzo przypadły mi do gustu.

Dzięki za przeczytanie tego artykułu, nieco innego niż zwykle. A jakie są wasze ulubione karty promo do Armady?