Imperial Star Destroyer

Imperial Star Destroyer

czwartek, 25 lutego 2016

Kolejna bitwa o Wrocław

Razem z moim niezawodnym towarzyszem broni - Inkiem po raz kolejny (który to już?) udaliśmy się autostradą A4 do Wrocławia by ponownie walczyć w okresie MID.
Krzysiu wziął ze sobą zmechanizowaną rozpiskę USA a ja zmodyfikowaną kompanię z 12. Pułku Czołgów Mieszanych podlegającego 1. Moskiewskiej Dywizji Piechoty Zmechanizowanej vel Czołgi Patriotyczne

Red Army Mixed Tankovy (Fearless /Conscript)
1. 6 KV-1e
2. 7 M3l Stuart
3. 5 T34 obr 1942
4. 3 BA-10 (M) (F/T)
5. 5 Kozacy konno (F/T)
6. 2 Katyusha+2xdodatkowa załoga (F/T)
Samolot I-153 Chaika 3 kostki

 Pierwszą bitwę grałem z Marcinem "Cymkiem" Michalskim i jego C/T kompanią pancerną USA w składzie: 5 Shermanów, 4 Stuarty, 3 moździerze na M2, pluton inżynierów: 10 podstawek i transportery, pluton samochodów zwiadowczych, samolot P-40 Warhawk na 5 kostkach.
Były również zaskakujące 4 T-55 3in jako tank destroyery - wklejam zdjęcie byście zobaczyli o co chodzi.
Bitwę Cauldron graliśmy na planszy pustynnej, wygrałem rzut na atakowanie. Cymek wystawił się w środku. Na stół wrzucił TD jako jeepy, pluton inżynierów w natychmiastowej zasadzce oraz obu dowódców i pluton w Shermanach. Ja wystawiłem KV-1e, M3 oraz Katyushe a w rezerwach schowałem Kozaków, T-34 i BA-10 żeby móc w odpowiednim momencie zajechać Shermany Cymka od tyłu albo zwalczyć Stuarty po wyjściu z rezerw.
1. turę zaczynał Cymek i od razu wyłapał mój błąd, ustawiłem za blisko siebie KV-1e tak, że pod wzornikiem samolotu było ich aż 5. Przechwycenie czajką - nieudane. Sprzyjało mi jednak szczęście - Cymkowi przyleciał tylko 1 samolot, trafił tyko 2 czołgi a ja rzuciłem udane save. Cymek połknął przynętę na moje Stuarty, jednak z ostrzału TD i Shermanów zniszczył 3 i 1 bailował więc nawet nie spowodował testu morale. Cudowny nalot mojej Czajki zniszczył 2 TD, jednego bailował oraz 1 spalił Shermana a kolejnego bailował. Skuteczny ostrzał Katyush połączony z ostrzałem z KV-1e i szturmem pozwolił wygryźć ze znacznika piechotę (oblała morale). Stopniowo wybijałem plutony Marcina - T55, piechotę, Shermany, dowódcę kompanii tak, że musiał rzucać morale kompanii. Pierwsze i drugie zdał a trzecie oblał. Straciłem Stuarty i Katyushe (zjedzone przez wrogie rezerwowe Stuarty). Wynik 17:3




Drugą bitwę miałem zagrać przeciwko Breslauerowi i jego 3 Tygrysom IE. Przed turniejem przeglądałem rozpiski przeciwników i byłem pewny, że z nim grać nie chcę. Przeciwnik miał jeszcze 2 opancerzone Sdkfz p-lot, 3 Panzerwerfery oraz samolot Henschel aż na 7 kostkach! Jedyne co mogłem zrobić to zniszczyć pelotki i Panzerwerfery a następnie próbować utłuc Tygrysa nalotem Chaiki lub ewentualnie bailować szczęśliwym strzałem z T-34 lub KV-1e. Przeciwnik losował Tiger Skille - dowódca kompanii ROF3 i przerzut nieudanych trafień, drugi ROF3, trzeci Clever Hans. Oj ciężko. Bitwa nie była jednak taka znowu jednostronna. Przeciwnik na obu celach misji zakotwiczył Tygrysy plutonowe a dowódcą kompanii pojechał zwiedzać. Henschel skupił się na tłuczeniu Stuartów, które nawet w odległości 2 cali od lasu były namierzane na 2+ (tylko raz się nie udało). Chaika albo nie przylatywała, albo przylatywał tylko 1 samolot i nie mógł trafić Tygrysa a raz jak wszystko zagrało to kolega wyrzucił 6 na save. Stuarty szarżą niemal samobójczą zabiły Panzerwerfery a BA-10 rozmontowały pelotki. Ale to był koniec mojego zrywu. Na koniec epicki, niemal filmowy moment kiedy samotny Tygrys dojechał na cel misji i zaczął się strzelać z hordą 5-T34 i 6 KV-1e. 3-4 tury otaczałem wroga i strzelałem mu w plecy i boki. Na chyba 10 trafień wypadła tylko jedna 1, bail! A zaraz w następnej turze odbailował się i dokończył dzieło zajmując cel misji. Pod koniec został on na polu usianym płonącymi wrakami. Wynik 3:17 ale tak naprawdę byłem o jeden nieudany save Tygrysa od wygrania bitwy.



Ostatnią bitwę grałem z Inkiem i jego kapitalistycznymi czołgami z Ameryki. Bitwa Hold the line na planszy a`la Europa Wschodnia - domki, laski, górki, etc. Ja atakuję, Krzysiu się broni. Na stół wziął sekcję zwiadowczą z TD, 5 Shermanów w ambushu oraz pluton Priestów. Natarcie prowadziłem głównie prawą flanką gdzie wystawiłem Stuarty, BA-10 i KV-1e, środkiem jechały T-34 a lewą flanką nacierali Kozacy. Celnym ostrzałem z BA-10 zniszczyłem 2 z 3 jeepów TD (za daleko do przodu wystawionych). Na dalekim zasięgu Krzysiu wystawił Shermany z zasadzki niszcząc 3 z 7 Stuartów. W mojej następnej turze przyleciały 2 Chaiki ale zostały bezlitośnie strącone z półcalówek AA na Shermanach. Stuarty z BA-10 wjechały na cel misji. Zniszczyłem ostatniego jeepa ostrzałem Stuartów i zmusiłem M10 do wyskoczenia w niekorzystnym dla nich miejscu - lesie. Krzysiu przeprowadził ostry ostrzał artyleryjski z TOT i z Shermanów niszcząc do końca Stuarty i jednego BA-10. Moja 3 tura i niespodzianka. Okazuje się, że ostatni BA-10 zajmuje cel misji a nikt mu w tym nie przeszkadza :) Krzysiu zapomniał o nim i przez to przegrał grę, która toczyła się do tej pory po jego myśli. Wynik 14:6 dla mnie. Dograliśmy potem jeszcze kilka tur dla zabawy i wyszło, że grę i tak bym wygrał ;)



Koniec końców zająłem 5 miejsce na 13 graczy co jest niezłym wynikiem.
Lubię wrocławskie turnieje, może nawet bardzo. Jedyny minus to jak mało miejsca jest na piętrze do grania ale jest to równoważone przez grupę niezwykle sympatycznych graczy. Po raz kolejny dziękuję Brzozie i chłopakom za zorganizowanie turnieju a Krzysiowi za transport i kolejny wspólny wypad na turniej.

środa, 27 stycznia 2016

Jak zrobić skuteczną rozpiskę na Cityfight

   Po kolejnym nieudanym dla mnie turnieju Cityfight przyszedł czas na przemyślenia dotyczące rozpiski. Piszę ten artykuł poniekąd dla siebie bym następnym razem jadąc na ten turniej nie popełnił po raz kolejny tych samych błędów.

  Zacznę może od tego czego robić nie należy. Wydaje mi się, że na tym turnieju nie spłacają się rozpiski oparte na ciężkich czołgach i działach szturmowych. Konigstiger, Jagdtiger, Elefant, IS-2, ISU-152 czy Super Pershing nie dają rady spłacić punktów, które zostały w nie zainwestowane. Przeszkadzają im liczne tereny blokujące pole widzenia, gruzy i trudne tereny utrudniające jazdę oraz ryzyko szarży piechoty uzbrojonej w panzerfausty, bazooki, PIAT, etc.

  Mimo, że na małe punkty kusi zrobienie rozpiski na 4 mocnych plutonach to z obserwacji własnych uznaję, że nie warto. W misjach z rezerwami konieczność obrony 2 objectivów na raz praktycznie uniemożliwia jakąkolwiek grę do przodu i wymaga od nas oddania inicjatywy wrogim rozpiskom mającym 6+ plutonów oraz czekanie na przybycie rezerw. Zdecydowanie stawiałbym na rozpiskę co najmniej 6 plutonową (1200 punktów).

  Co warto mieć w swej kompanii? Najbardziej widocznym typem jednostek, który jest niemal w każdej rozpisce są miotacze ognia. Prawie w każdej możliwej postaci tj. na czołgach i na piechotę (nie widziałem tylko niemieckich flamm-halftracków). W każdej z 3 gier na Cityfight 2016 musiałem stawiać im czoło: Ajax miał Flammpanzer III, Vincus Churchill Crocodile a Mariusz 4 OT-34 i cztery piesze podstawki miotaczy. W każdej grze ich udział był decydujący. Normalnie przeciwnik musiałby wiele tur strzelać do ukrytej weterańskiej piechoty okupującej budynki lub wykruszać ich niemal niemożliwym szturmem by wywołać morale plutonu. A we wszystkich przypadkach palił 4 lub 5 podstawek na 3+ i voila!


  Oczywistą oczywistością jest obecność w rozpisce piechoty. Najlepiej weteranów z transporterami opancerzonymi, które w niektórych sytuacjach naprawdę ratują skórę (dodatkowa ochrona podczas jazdy oraz dodatkowe kości z KM podczas defensive fire). Piechota trained też powinna dać radę ale jako, że trafiana jest na 5+ bedąc concealed i gone to ground nie może się już czuć taka bezkarna. Piechoty Conscript (Vokssturm) na turnieju nie widziałem ale jej skuteczność w walce jest wątpliwa.

 Kolejnym ważnym elementem rozpisek są działa "breakthrough gun". Wielu graczy przepada za nimi w normalnych grach ale na Cityfight wydają się szczególnie użyteczne. Trafienie dział i piechoty w trudnym terenie zabierające save? Tak, poproszę! Szczególnie użyteczne i często spotykane są StuH 42 mające ROF2. Ajax miał Semovente 105 będące ich odpowiednikiem włoskiej produkcji. Mniej użyteczne wydają się Shermany 105mm ze względu na ROF1 i trudności w trafianiu ale przy odrobinie szczęścia też mogą okazać się przydatne.


 Często spotykane są "bieda czołgi" czyli pojazdy, które w normalnych warunkach na "late" mają niewielką siłę przebicia. Pojazdy jak Panzer II, T-26 czy nawet 8-rad lub bezwieżowy Stuart. Są małe, szybkie i potrafią rozsiekać nacierającą piechotę lub przyszpilić ją w budynku.

  Użyteczne są również działa AT wszelkiej maści. Przez dominację Niemców najczęściej widziane są PaK40, PaK38 lub PaK36 ale brytyjskie 6 pdr czy US 57 mm wydają się równie idealne do obrony objectiva czy zasadzki ukrytej na parterze zrujnowanego budynku.


  Ostatnim ważnym elementem rozpisek jest artyleria. Zasady szczecińskiego Cityfight pozwalają na wystawianie artylerii "Across the Wolga" - działa ona wtedy na zasadzie artylerii okrętowej - na polu bitwy znajduje się tylko obserwator. Opcja ta z moich obserwacji rzadko się sprawdza, mając baterię lepiej umieścić ją na stole i strzec nią celu misji niż trzymać za rzeką. Z artylerii w tym roku dominowała "rakietówka" czyli Nebelwerfery, Katyushe i Sherman Calliope. Warto zaznaczyć, że Vincus/Smarsz z dobrymi efektami posługiwał się połową baterii (2 sztuki) nowo zelandzkich 25pdr.

  Jeśli przebrnąłeś przez ten artykuł to bezpiecznie możemy stwierdzić, że jesteś gotowy na udział w Cityfight 2017. Powodzenia bo to turniej niełatwy! ;)

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Challenger Cityfight Drużynowy 3x1200 LW

   W miniony weekend na zaproszenie Yegra i Starego Kura udałem się w podróż do dalekiego Szczecina celem uczestniczenia w turnieju drużynowym Cityfight. Cechą charakterystyczną tej imprezy jest granie specyficznymi rozpiskami na małych (120x120cm), gęsto zastawionych terenami stołach.
Pomysłem na rozpiskę były zbierane od jakiegoś czasu koty z Remagen a konkretnie 2. pluton 512. kompanii ciężkich niszczycieli czołgów Jagdtiger (Reluctant/Trained) w składzie:
HQ Jagdtiger z dowódcą Otto Cariusem (R/V)
Bergepanther - pojazd techniczny
1) Jagdtiger
2) 3 Wirbelwind
3) 7 podstawek panzergrenadierów Panzerfaust/MG w 3 Sdkfz 251+ Drilling (R/V)
4) 7 podstawek panzergrenadierów Panzerfaust/MG w 3 Sdkfz 251+ Drilling (R/V)

Grałem kiedyś przeciwko Reksiowi na Cityfight i jego Jagdtigery były nie do zgryzienia. Cztery plutony w tym: dwa weterańskiego zmechu, Carius, Jagdtiger oraz pelotki jako bieda czołgi (wolałem Ostwindy ale nie starczyło punktów) wyglądały zgrabnie na papierze. Większość rozpiski to weterani jednak słaba motywacja okazała się później problemem gdyż ze wszystkich testów motywacji na turnieju zdałem tylko 3.

Do Szczecina wyjechałem z Katowic pociągiem sypialnym PKP o 21 by mimo początkowego opóźnienia punktualnie stawić się na miejscu o 5:44. Niestety dworzec szczeciński był zamknięty ze względu na remont a wszystkie restauracje, w tym mój stały punkt śniadaniowy McDonalds, były otwierane o 7. Godzinkę musiałem pochodzić po Szczecinie a gdy już naprawdę zmarzłem to rozgrzałem się kawą i herbatą w Żabce o dziwo czynnej od 6. Punkt 8 przyjechał po mnie Zamli, udaliśmy się po Lexincertę a następnie do liceum im. Bolesława Prusa gdzie odbywał się turniej.

Na turniej przyjechały 4 drużyny 3 osobowe. W mojej drużynie (Motokomando) byli jak pisałem Yegr (kapitan) i Stary Kur. Trzy pozostałe drużyny to: Szczecińskie Zawadiaki, Karny Jeżyk i Jude Gang. Zamli był sędzią i graczem rezerwowym. Szybkie losowanie - pierwszy przeciwnik to Jude Gang. Z parowania kart wyszło, że będę grał z Ajaxem. W rozpisce miał 2 plutony niemieckiego zmechu C/V, 4 Semovente 105mm, 2 8-rad, 2 Flammpanzer III, 3 PaK40. Pierwsza misja Secure and Hold - bez rezerw, tylko jeden objective na środku stołu- na moście. Wystawiłem w centrum Cariusa i Panzergrenadierów schowanych w odległym od środka domu, z tyłu Wirbelwindy jako mobilna rezerwa a na prawej flance drugi pluton grenadierów i Jagdtiger.
Planowałem szachować przeciwnika na środku Cariusem i osłaniać go panzergrenadierami przed jedyną groźna dla niego sprawą - szarżą piechoty a w odpowiednim momencie zdobyć cel misji. Przeciwnik w recce move ruszył 8 rady pod most. W pierwszej turze wychyliłem się Cariusem, oddałem strzał do PaK40, który trafił. Firepower 2+? Oczywiście wypadło 1. Panzergrenadierzy wyszli z ruin chcąc przesunąć się bliżej dogodnych ruin koło mostu jednak nie wyszedł rzut stormtrooper i zostali leżąc na bruku. Wroga piechota zajęła ruiny koło mostu po drugiej stronie. Przeciwnik w swojej turze podciągnął Semovente by ich widzieć i celnymi strzałami z nich i PaK40 zabił 4 z 7 podstawek. Rzut na morale był nieudany, uciekli. Z drugiej strony podjechał Flammpanzer i 4 strzałami zdjął trzy podstawki drugiego plutonu. Bardzo niefortunna tura po której przeciwnik był na autostradzie po zwycięstwo.
W swojej turze próbowałem adaptować się do sytuacji ale oba Jagdtigery nie trafiały. Przerzuciłem lewą flanką Wirbelwindy do przodu. Wróg połakomił się na nie, zajechał je 8-radami i ostrzelał ale nie trafił. Zwrotka 9 strzałów AT5 była bolesna - jednego zniszczyłem a drugiego bailowałem więc uciekł. Otto strzelił nieco lepiej - zniszczył jedno Semovente. Przeciwnik wyczuł, że czas gra na jego niekorzyść i przerzucił do przodu resztę Semovente i zniszczył jednego Wirbla. Bokiem rzucił drugiego Flammpanzera i spalił podstawkę piechoty w Drillingu - pluton cudem zdał morale. W ramach zwrotu uprzejmości zniszczyłem tego Flammpanzer III z Jagdtigera, Otto wychylił się, strzelił znów nic nie trafiając. Potem nie wyszedł stormtrooper co okazało się dla niego zabójcze - przeciwnik podciągnął oba plutony piechoty, zaszarżował Cariusa i zabił go w szturmie. Próbowałem jeszcze blokować objective Wirbelwindami (które straciłem) i zmusić pluton piechoty do testu morale ale się to nie udało (zabite 3 z 7 podstawek). Ajax wygrał zajmując cel, stracił 1 pluton. Wynik wynosiłby 2:5 ale zginął Carius i morale Rzeszy poniosło cios = 1:6. Słabo. Kur wygrał, Igor remis, drużyna 1:1.


   Drugą bitwę graliśmy z poznańskim Karnym Jeżykiem, przyszło mi grać z Bartkiem Smarszem i jego Nowo Zelandczykami. Rozpiska fajna: pluton piechoty w RAM, pluton piechoty bez nich (oba improvised tank assault 3), 2 M10, 2 działa 25pdr, Daimler Dingo + 2 Daimler I (w tym Littlejohn Adaptor) i 2 Churchill Crocodile. Misja była adaptacją Dust Up więc z dwoma celami misji w ćwiartce, ambush oraz rezerwy. Do ambusha dałem Jagdtigera, Bartek dwie M10. Pluton Panzergrenadierów schował się w budynkach strzegących obu moich celów misji. Carius stanął w centrum, w rezerwach miałem pluton panzergrenadierów oraz Wirbelwindy. W mojej pierwszej turze grenadierzy wyjeżdżają z rezerw a Carius zabija obserwatora artylerii na wieży kościelnej. Przeciwnik z dowódcy plutonu potrafił namierzyć ostrzałem z artylerii jeden Hanomag, bailował go i zmusił grenadierów do wysiadki do ruin pinnując ich (po grze okazało się, że zgodnie z zasadami tak nie było). Bartkowi z rezerw wyjechały Daimlery, którymi nieskutecznie próbował zniszczyć Drillinga. W drugiej turze postanowiłem skarcić owe Daimlery ale Drilling z 6 kości trafił 3 razy a Bartkowi wyszły wszystkie savy. Bartek z rezerw wyrzucił Churchille i powolutku jechał z zamiarem palenia. Ostrzałem z Daimlerów zabił jedną podstawkę piechoty i zniszczył halftracka. Zezłościło mnie to i odsłoniłem bok Cariusa by je zabić. Oczywiście nie trafiłem. Z rezerw wyjechały Wirbelwindy. Bartek z uśmiechem rekina chciał wystawić M10 z ambusha na bliskim zasięgu ale na szczęście widziała go piechota z piętra domu i musiał to zrobić na dalekim a następnie podjechać. Dwa strzały na 4+ do Cariusa i ani jednego trafienia. Uff. Teraz ja drapieżnie się uśmiechnąłem, z ambusha wystawiłem Jagdtigera, obróciłem Cariusa i miałem 3 strzały na 4. I co? Oczywiście ani razu nie trafiłem! Jakiś pech. M10 schowały się się za ruiną a na drugiej flance wyjechała piechota z transporterami, która razem z Krokodylami i samochodami zwiadowczymi wybiła pluton panzergrenadierów w budynkach. Artyleria bailowała Cariusa, który kilka tur nie potrafił się odbailować. Udało mi się zniszczyć Daimlery i jednego Churchilla ale bitwa rozstrzygnęła się przez pudła z Jagdtigerów i brak możliwości wygryzienia wrogiej piechoty z dalszego celu misji. Symbolem moich rzutów może być strzelanie z ostatniej tury gdzie Carius i Jagdtiger mieli 3 strzały na czysto do ostatniego Churchilla na 4+ i ani razu nie trafiły. Wynik gry to 2:5. Igor i Łukasz remisują więc wynik drużyny 0:1. Ciężko zdobywać tu punkty.



Trzecią bitwę grałem na stole bardzo mocno miejskim imitującym zniszczony Berlin '45. Misja była bardzo dziwaczna- rezerwy obu stron mogą wyjść z każdej strony. Graliśmy ze Szczecińskimi Zawadiakami, w parowaniu dostałem za przeciwnika Mariusza Siemińskiego i jego Hero Strelkovy Batallion - znany mi typ rozpiski. W niej dwa duże bloby piechoty z 2 panzerfaustami i dołączonymi miotaczami ognia, 4 OT-34 (miotacze ognia), ISU 152 i T-34/85. W mojej ocenie rozpiska była w moim zasięgu. Wybrałem dwie ćwiartki stołu, przeciwnik wystawił się w pozostałych, wystawiliśmy cele. Chcąc zachować maksimum sił na stole przy losowej naturze rezerw - dałem do nich Wirbelwindy. Na każdym z moich celów wystawiłem pluton panzergrenadierów w ruinach. A na jednym z nich wystawiłem dodatkowo oba Jagdtigery. Planowałem z niego przepuścić szturm na wrogi cel zaraz za miedzą i szybko wygrać. Okazało się to być kosztującym mnie bitwę błędem. Gra poszła szybko - zaczynał przeciwnik, który dobrze dostosowywał się do moich posunięć. Rzuciłem oba Jagdtigery w kierunku celu, wsparte 4 podstawkami panzergrenadierów w transporterach. Ostrzeliwując pluton wroga zabiłem 6 podstawek ale to było za mało na test morale. Przeciwnikowi przy moim bezbronnym niemal plutonie wyszły 4 OT-34 i spaliły 2 podstawki piechoty. Następnie wyjechały tam moje Wirbelwindy, które mimo ucieczki at the double zginęły na środku stołu od ostrzału OT-34. Przeciwnik podciągnął pod przypalony pluton 2 miotacze ognia z piechoty, spalił kolejne 2 podstawki i wyjście w tamtym miejscu ISU-152 i T-34/85 tylko przypieczętowało wygraną Mariusza. Wprawdzie trzymałem jego cel i blokowałem go Cariusem z 4 Hanomagami jednak ponieważ to przeciwnik zaczynał 6 turę - wygrał. Szybka przegrana 1:6. Mam żal do siebie bo gdybym wystawił jednego Jagdtigera na drugim moim celu to prawdopodobnie bym tej bitwy nie przegrał. Igor wygrał, Łukasz zremisował a wynik drużyny to 1:1.



Ten turniej nie poszedł mi dobrze. Połączenie niedopasowanej rozpiski, złych rzutów i błędów zaowocowało 3 porażkami. Spodziewałem się ostatniego miejsca jednak drużynie Jude Gang poszło gorzej niż nam i z 1 zwycięstwem, które Ajax zdobył na mnie, zajęli 4 miejsce. Psim swędem z 2 wygranymi Motokomando zajęło 3. miejsce, 2. miejsce to Karny Jeżyk z 3 punktami. Zwycięzcami turnieju zostały Szczecińskie Zawadiaki z 5 punktami. Miłym akcentem były estetyczna statuetka i baretka na torbę przygotowane przez Zamliego, za które dziękuję!


A po turnieju, w kameralnym gronie, udaliśmy się do czeskiej restauracji Hospudka gdzie raczyliśmy się gulaszem, gęsiną, kołbaskami, syrem i knedlikami a Stary Kur popróbował gotowanych ozorów (okazało się, że nie był to jego smak!).


Mimo kiepskiego występu dobrze się bawiłem. Cieszę się, że przyjechałem a z racji połączeń kolejowych zmiana formatu na turniej jednodniowy bardzo mi pasowała. Na duży plus jak zawsze zaliczam jakość szczecińskich stołów - były wyśmienite.

niedziela, 17 stycznia 2016

M3 light = Stuart III

Do rozpiski czołgów patriotycznych Mixed Tankovy używam 6 czołgów Stuart III zwanych przez Sowietów M3. Do tej pory pożyczałem Honey Stuarty od Inka albo proksowałem modelem M5. Jednak na ETC potrzebne mi są modele WYSIWYG. Do wyboru miałem zamówienie figurek z firm: Battlefront, Zvezda lub Forged in Battle.
Najdrożej wychodziły figurki firmy Battlefront - 32zł od sztuki. Dodatkowo ich Stuarty są starym, średnio wykonanym wzorem co mnie nieco zniechęcało.
M3 firmy Zvezda to nowość bowiem zostały wypuszczone na rynek pod koniec 2015 roku. Są to modele plastikowe, nie wymagające sklejania ale wymagające składania. Kosztują około 11 zł za sztukę i są najtańsze w stawce. Gdy zależy mi na najniższej cenie wybieram modele Zvezdy. Tak było w przypadku Matyld, jednak tym razem nie cena była najważniejszym kryterium. Dodatkowo nie przepadam za składaniem modeli Zvezdy choć de facto nie jest to trudne.
Trzecią opcją były figurki firmy Forged in Battle, którą darzę dużą sympatią. Charakteryzują je dwie rzeczy: rzeźba dużo lepsza niż BFu oraz odlane pod czołgiem podstawki (co dla wielu osób jest minusem nie do przejścia). Blister z 4 czołgami kosztuje obecnie 98zł (ja kupiłem dwa blistery po 88zł sztuka) więc cena jednego czołgu wynosi 25 zł (22 w moim przypadku). Ze względu na sposób pakowania nie mogłem kupić 6 czołgów jak planowałem, musiałbym kupić 8 jednak w cenie 6 modeli Battlefront. Maksymalna wielkość plutonu "lekkiego tankovego" to właśnie 8 M3 więc nawet mi to pasowało.
Zdecydowałem się zamówić modele FiB przez sklep wargamer.pl (z którego pochodzą ceny wspomniane w artykule). Po dość długim oczekiwaniu 5 tygodni otrzymałem dobrze zapakowane figurki, nic nie uległo uszkodzeniu w transporcie.
Pierwszą rzeczą, która rzuciła się w oczy jest różny kolor czołgów zastosowany w każdym z blisterów. Prawdopodobnie do różnych partii zastosowano różne rodzaje żywicy. Części żywiczne praktycznie nie mają nadlewek (pojedyncze modele mają w okolicy gąsienic) jednak gorzej jest z częściami metalowymi. Lufy, załoganci, km-y i włazy są super jednak z wieżami jest kłopot. Niektóre wieże są słabo odlane, detale są kiepsko widoczne. Denerwujące są grube nadlewki występujące w miejscu gdzie wieża wchodzi do dziury w kadłubie uniemożliwiając dobre przyleganie. Wymagają żmudnego szlifowania pilnikiem co czasem jest przyjemne ale przy 8 czołgach było męczące.
Rzeźba modeli jest bardzo ładna, cena jest dobra jednakże tym razem części metalowe nie spełniły moich oczekiwań. Modelom przyznaje 7 na 10 czerwonych gwiazdek. Poniżej zdjęcia figurek (niektóre czołgi są jeszcze niesklejone).



niedziela, 15 listopada 2015

Eastern Front - Battle for Breslau

W niedzielę 25 października 2015 miałem przyjemność wraz z kolegami Inkiem i Pociskiem uczestniczyć w turnieju gry Flames of War we Wrocławiu. Organizatorzy zaplanowali turniej na format 1650 pkt MID war co było ukłonem w stronę graczy przygotowujących się do udziału w turnieju ETC 2016 w Atenach.

Z uśmiechem na ustach zabrałem ze sobą kompanię z 12. Pułku Czołgów Mieszanych podlegającego 1. Moskiewskiej Dywizji Piechoty Zmechanizowanej:
Red Army Mixed Tankovy (Fearless /Conscript)
1. 5 KV-1e + KV-2
2. 6 M3l Stuart
3. 8 Matilda II
4. 4 Ba-64 (2 KM+2 PTRD) (F/T)
5. 5 Kozacy konno+lekki moździerz (F/T)
6. 2 Katyusha+2xdodatkowa załoga (F/T)
Samolot I-153 Chaika 3 kostki

Rozpiska ta jest w moim stylu, łączy średnie czołgi Lend Lease tj. Stuarty i Matyldy z ciężkimi, trudnymi do zniszczenia radzieckimi czołgami KV-1e. Klimatem rozpiski jest świetna motywacja bowiem żołnierze byli w tym czasie bardzo patriotycznie nastawieni ("Wyślijcie nas na front!"- krzyczeli). Jest to połączone z fatalnym wyszkoleniem ("Wołodia jeździłeś w kołchozie traktorem? Da? To będziesz dowódcą czołgu!").

Grałem już tą rozpiską wcześniej i sprawdzonym faktem jest, że plutony czołgów wspierających ponoszą duże straty w trakcie walki. Jest to realistyczne bowiem ZSRR stracił w II Wojnie Światowej więcej czołgów niż wszystkie inne nacje razem wyprodukowały.

Pierwszą grę grałem mało historycznie przeciwko kompanii striełkowej (piechota), którą miał grać MarcinS jednak zastępował go inny kolega. W sumie na potrzeby historyczne możemy uznać, że była to kompania Własowców (ROA). W kompanii były dwa bardzo duże plutony piechoty F/T po 20+ podstawek, pluton dział ZiS-3, pluton dział 45mm, pluton ciężkich moździerzy (tyle pamiętam).

Bitwa była o tyle nietypowa, że strzelaniem przeciwnik nie mógł zniszczyć KV-1e, które nacierały środkiem wspierane przez Matyldy z jednej strony i Stuarty z drugiej. Walka sprowadziła się do wyniszczającego szturmu KV-1e na środku stołu na cel misji. Przeciwnik bronił go desperacko kompanią striełkową wspartą kilkoma podstawkami pionierów i 2 działkami 45mm. KV-1e dzielnie nacierały na własowców, górny pancerz 2 i karabiny z tyłu wież ułatwiały walkę jednak bycie "Conscript" i trafianie na 5+ ją utrudniało. A przeciwnik zaczął rzucać dobre rzuty jak szalony. Pionierzy pierwszy rzut na trafienie 5, drugi rzut 6, mój save 2. I tak kilka razy. Rozmontował mi 3 KV ale te, które zostały przegnały go ze znacznika. Przeciwnik skonsolidował się zbyt daleko i w swojej turze nie dał rady obejść moich czołgów. Dodatkowo nie wyszedł mu rzut morale na "tank terror" i to ja zająłem cel. Wygrana ze stratami 14:6.

Druga bitwa i znowu spotykam rozpiską radziecką a konkretnie Karela Zitny i jego zmechanizowaną rozpiską Kozaków konno (zapewne zdradzieccy Kozacy z Kubania). Rozpiska ta zawsze atakuje ale ponieważ graliśmy "fair fight" ta zasada nie miała znaczenia. Wystawiliśmy się wzdłuż długich krawędzi, ja zacząłem z KV-1e w środku, Matyldami z lewej i Ba 64 z prawej. Przeciwnik zostawił na stole artylerię ZiS-3, pluton ppanc ZiS-2 i pluton spieszonych Kozaków (pluton 10 Valentine, dużych Kozaków i zwiadowców schował do rezerw). Bitwa przebiegała pod moje dyktando od początku, z natury dobranych sił byłem bardziej agresywny, jechałem do przodu bijąc z dział i KMów na KV-1e. Zręcznie rzucona bombka z Chaiki rozwaliła 2 poruszone działa ZiS 2 i tylko cudowne save uratowały pozostałe dwa przed zniszczeniem i rzutem na morale plutonu. Pozstałe ZiS 2 na dalekim zasięgu ubiły jedną Matyldę. Artyleria została sprowadzona do kilku podstawek ostrzałem i potem uciekła mimo interwencji komisarza. Wydawało się, że cel misji jest na wyciągniecie ręki ale wtedy zaczęły wchodzić rezerwy Karela. Pluton 10 Valentine strzelający na bok do KV-1e zrobił: nic. KV-1e się przemieściły, oddały i zniszczyły aż 1 Valentine. Czas dobiegał końca, Kozakom weszły wszystkie rezerwy, mnie też. Najważniejszy okazał się strzał pozostawionych 2 ZiS-2 w ostatniej turze do Matyld. 6 strzałów, 4 weszły, 4 czołgi zginęły. Razem z 1 zabitym na początku gry wywołał morale plutonu - oblane. Wynik bitwy 39% dla przeciwnika, 20% dla mnie jednak różnica 19% oznaczała remis 10-10.

Po bitwie Karel przekonał mnie do ekspresowego wypadu na kebaba co nie okazało się najlepszym pomysłem bo zanim doszliśmy, zamówiliśmy i wróciliśmy minęło pół godziny trzeciej bitwy. Głupio wyszło, przeprosiłem za spóźnienie ale czasu nam to nie zwróciło.

Trzecią bitwę grałem z kompanią US Armored Rifle dowodzoną przez Maca. Wylosowaliśmy dziwny stół z ogromnym nasypem kolejowym w 1/4 stołu po stronie US. Przeciwnik długo myślał nad wystawieniem, raz wystawiał plutony, potem je lekko przesuwał i znowu mierzył. Trwało to chyba ze 20 minut aż grzecznie zwróciłem mu uwagę co przyspieszyło sprawę. Wystawiłem się ekspresowo ale na grę mieliśmy chyba tylko 1:50h. Ruski walec to i prosta taktyka: walić do przodu. Po drodze, na jednym skrzydle, umarł pluton sześciu M3l ale poświęcając się spowodował wyjście M10 z ambusha w mało dogodnym miejscu. KV-1e, BA 64 i Kozacy dojechali do objectivu po drugiej stronie ale przeciwnik umiejętnie blokował cel i wyławiał jednostki conscript. Poniosłem duże straty a nie dużo zniszczyłem (2 M10 i ponad pół plutonu armored rifle ale reszta zdała test).

Ogólnie miałem małe szanse na wygranie tej bitwy ale walczyłem do końca. Niestety ze względu na moje spóźnienie i wolne tempo zagraliśmy tylko 5 tur więc gra skończyła się remisem ale przez duże straty, które poniosłem wynik to 8-12. Muszę powiedzieć szczerze, że choć poszło mi średnio to była to najciekawsza bitwa turnieju a grało się przyjemnie.

Ze zwycięstwem i dwoma remisami zająłem 6 miejsce na 14 uczestników co jak na pierwszy turniej z tą rozpiską uważam za niezły wynik.






sobota, 17 października 2015

Artylerzysta Stalina - recenzja

Artylerzysta Stalina - recenzja książki Piotra Michina

Niedawno zakończyłem lekturę bardzo ciekawej książki opisującej walki na Froncie Wschodnim w latach 1942-45. Książka napisana została przez Piotra Michina, który w artylerii Armii Czerwonej dosłużył się stopnia kapitana, funkcji dowódcy baterii artylerii oraz dekoracji orderem Aleksandra Newskiego. Wpisuje się ona w nurt wspomnień żołnierzy radzieckich z tamtych czasów (projekt zbierania historii z II WŚ pt. Ja Pomniu / IRemember). Kapitan Michin interesująco opisuje wiele walk, które toczyły się na ziemiach ZSRR, Ukrainy, Węgier i Mołdawii jednakże to co jest w książce najciekawsze nie dotyczy samych walk. Michin opisuje ogromne absurdy, które miały miejsce w Armii Czerwonej, między innymi: szkolenie dla artylerzystów odbywające się bez dział (zamiast nich żołnierze własnym pomysłem stworzyli furmanki z przyczepionymi kijami). Brak wystarczającego zaopatrzenia żołnierzy w jedzenie i amunicję, absolutną pogardę przełożonych dla życia podległych im szeregowych i oficerów, okrucieństwo, butę, karierowiczostwo i chęć wykazania się przez NKWD znajdując domniemanych "szpiegów", bezsensowne często rozkazy na szczeblu dywizyjnym. Niezwykle interesujące są również drobne szczegóły z życia frontowców - jak musieli załatwiać w okopach się pod ostrzałem, jak wyglądały ich ziemianki (nory) i okopy, jak często (rzadko) kąpali się w "bani". Autor nie owija w bawełnę tego co ma do napisania, często krytykując swoich bezpośrednich przełożonych. Dwie rzeczy w książce można zaliczyć na jej minus. Pierwszą jest ubóstwo opisów sprzętu, z którego korzystała bateria artylerii Michina. Praktycznie ani razu nie napisał z jakich radzieckich haubic strzelał jego batalion (pisze tylko o kalibrze 122 mm i 25 kilogramowych pociskach) - ze zdjęć opublikowanych w książce wynika, że z haubic M30 i A19. Z opisu jednej historii wiemy, że korzystali też ze zdobycznych leFH 18 (10.5cm). Drugim problemem są gloryfikacja i wyolbrzymianie spotykane we wspomnieniach większości czerwonoarmistów . Żołnierz radziecki jest szlachetny, honorowy, nie gwałci i nie kradnie. Ludność cywilna prawie zawsze wita go z radością i z chęcią oddaje: konie, wozy, ziemniaki, chleb, kiełbasy, wódkę, etc. Tylko w tej dziwnej Rumunii baby się bez sensu chowały (ale autor nie rozumie dlaczego).
Mimo pewnych wad gorąco polecam lekturę tej książki. Jej przeczytanie pozwala odczuć jak ogromnymi ludzkimi stratami i cierpieniem  narodu rosyjskiego udało się pokonać hitlerowskiego najeźdźcę oraz jak nieprawdopodobne szczęście musiał mieć żołnierz radziecki by przeżyć Wielką Wojnę Ojczyźnianą. Przyznaję jej 7/10 pocisków artyleryjskich.


wtorek, 21 stycznia 2014

Winter is here...

Na froncie doszło do zmian. Walki w głębokiej pustce kosmosu przeniosły się na pokryte śniegiem i lodem stepy. Mateczka Rosja gwałcona przez faszystowskiego najeźdźcę schroniła się pod kożuchem generała Mroza. Przenikliwy, mrożący do kości wiatr wciska się w każdą dziurę płaszcza. Nogi grzęzną po kolana w zaspach śniegu. Pociski artyleryjskie przeraźliwe gwiżdżą nim eksplodują koło ciebie. Ciężkie gąsienice mozolnie odciskają ślady w białym puchu a działa i karabiny maszynowe grają marsza śmierci.
Witajcie na froncie wschodnim towarzysze gdzie najlepszym przyjacielem każdego soldata jest kostucha.

There has been a change on the front. Battles in deep space have moved to the icy steppes. Mother Russia hid under general Frosts coat from the fascist invaders. Chilling winds blow, finding every hole in your clothes. Legs sink in knee deep snow. Artillery shells whistle in the air before they explode close to you. Heavy tracks slowly grind through white fluff while machine guns and cannons play the overture of death.
Welcome to the Eastern Front comrades where every "soldats" best friend is Death.

P.S. Blog jest sponsorowany przez: