T-34/85

T-34/85

sobota, 17 października 2015

Artylerzysta Stalina - recenzja

Artylerzysta Stalina - recenzja książki Piotra Michina

Niedawno zakończyłem lekturę bardzo ciekawej książki opisującej walki na Froncie Wschodnim w latach 1942-45. Książka napisana została przez Piotra Michina, który w artylerii Armii Czerwonej dosłużył się stopnia kapitana, funkcji dowódcy baterii artylerii oraz dekoracji orderem Aleksandra Newskiego. Wpisuje się ona w nurt wspomnień żołnierzy radzieckich z tamtych czasów (projekt zbierania historii z II WŚ pt. Ja Pomniu / IRemember). Kapitan Michin interesująco opisuje wiele walk, które toczyły się na ziemiach ZSRR, Ukrainy, Węgier i Mołdawii jednakże to co jest w książce najciekawsze nie dotyczy samych walk. Michin opisuje ogromne absurdy, które miały miejsce w Armii Czerwonej, między innymi: szkolenie dla artylerzystów odbywające się bez dział (zamiast nich żołnierze własnym pomysłem stworzyli furmanki z przyczepionymi kijami). Brak wystarczającego zaopatrzenia żołnierzy w jedzenie i amunicję, absolutną pogardę przełożonych dla życia podległych im szeregowych i oficerów, okrucieństwo, butę, karierowiczostwo i chęć wykazania się przez NKWD znajdując domniemanych "szpiegów", bezsensowne często rozkazy na szczeblu dywizyjnym. Niezwykle interesujące są również drobne szczegóły z życia frontowców - jak musieli załatwiać w okopach się pod ostrzałem, jak wyglądały ich ziemianki (nory) i okopy, jak często (rzadko) kąpali się w "bani". Autor nie owija w bawełnę tego co ma do napisania, często krytykując swoich bezpośrednich przełożonych. Dwie rzeczy w książce można zaliczyć na jej minus. Pierwszą jest ubóstwo opisów sprzętu, z którego korzystała bateria artylerii Michina. Praktycznie ani razu nie napisał z jakich radzieckich haubic strzelał jego batalion (pisze tylko o kalibrze 122 mm i 25 kilogramowych pociskach) - ze zdjęć opublikowanych w książce wynika, że z haubic M30 i A19. Z opisu jednej historii wiemy, że korzystali też ze zdobycznych leFH 18 (10.5cm). Drugim problemem są gloryfikacja i wyolbrzymianie spotykane we wspomnieniach większości czerwonoarmistów . Żołnierz radziecki jest szlachetny, honorowy, nie gwałci i nie kradnie. Ludność cywilna prawie zawsze wita go z radością i z chęcią oddaje: konie, wozy, ziemniaki, chleb, kiełbasy, wódkę, etc. Tylko w tej dziwnej Rumunii baby się bez sensu chowały (ale autor nie rozumie dlaczego).
Mimo pewnych wad gorąco polecam lekturę tej książki. Jej przeczytanie pozwala odczuć jak ogromnymi ludzkimi stratami i cierpieniem  narodu rosyjskiego udało się pokonać hitlerowskiego najeźdźcę oraz jak nieprawdopodobne szczęście musiał mieć żołnierz radziecki by przeżyć Wielką Wojnę Ojczyźnianą. Przyznaję jej 7/10 pocisków artyleryjskich.