Imperial Star Destroyer

Imperial Star Destroyer

piątek, 15 lutego 2019

Holendrzy do Team Yankee

Już po zapowiedziach podręcznika Free Nations do systemu Team Yankee wiedziałem, że chcę mieć Holendrów. Ich Leopardy I od samego początku wpadły mi w oko, dodatkowo bardzo spodobały mi się ich "klimatyczne" narodowe APC, w przeciwieństwie do M113, za którymi nieszczególnie przepadam. Po przeglądnięciu dostępnych rozpisek i produktów zamówiłem sobie zestaw startowy Nato`s First Line, pluton piechoty zmechanizowanej oraz pudełko owych świetnie wyglądających YPR-765.




Na wstępie chciałem zaznaczyć, że po raz kolejny jestem podbudowany zamówieniem z bolter.pl. Zamówiłem drugi raz w ciągu dwóch miesięcy. Zamówienie złożyłem w niedzielę wieczorem a już we wtorek wieczorem wyjmuję figurki z paczkomatu. Jest to świetny termin realizacji moim skromnym zdaniem. Należy wspomnieć, że YPR są żywiczno- metalowe przez to niestety dość drogie.


Wracając do samych figurek: zestaw Nato`s First Line jest naprawdę ciekawy. Pozwala złożyć i wykorzystać Leopardy I jako MBT zarówno do Niemców, Australijczyków, Kanadyjczyków a nawet Holendrów (zupełnie inne wieże). To bardzo dobrze świadczy o Battlefroncie. Jest to zdecydowany ukłon w stronę graczy. Bo na przykład bardzo ładne i niedrogie Leopardy I z firmy PSC pozwalają na sklejenie tylko wersji Niemiecko/Australijsko/Kanadyjskiej.

Niemieckie śmiglaki vel PAH wydają się dość kontrowersyjne w tym zestawie. Kosztują aż 8 punktów za dwa i choć mogą odpalić dwie rakiety z AT23 HEAT to są jednak bardzo delikatne jeśli przeciwnik ma jakiekolwiek pelotki. Wielu graczy nie zdecyduje się na ich wystawienie. Myślę, że zamiast nich producent mógł dodać coś innego ale dzięki nim zestaw jest faktycznie bardzo uniwersalny.

Mój pomysł na rozpiskę wyglądał następująco:


Nigdy jeszcze nie grałem w Team Yankee więc jestem bardzo ciekawy jak moja rozpiska sprawdziłaby się na przykład przeciwko rozpisce na radzieckich T-72. Możecie mi to napisać w komentarzach ;)

niedziela, 10 lutego 2019

Ciężkie radzieckie moździerze M1943 160mm w 4. edycji Flames of War

Ponieważ planuję dokończyć moją kompanię ciężkich czołgów IS z okresu walk o Berlin musiałem dokupić brakujący pluton ciężkich moździerzy. Wiem, że wielu graczy proksuje je łatwiej dostępnymi moździerzami 120mm. Moim zdaniem są one jednak mało podobne i zupełnie mi się nie podobają więc musiałem się wykosztować.


Dzięki serwisowi Ebay.com zakupiłem w Anglii nowiutki blister pełen tych artyleryjskich cudowności. Sam blister kosztował mnie około 65zł a wysyłka 35zł. Wysyłka była droga ale ze względu na liczne nadużycia kupujących sprzedawcy zabezpieczają się wysyłając droższe przesyłki rejestrowane. Inna sprawa, że w Polsce to one rejestrowane raczej nie są. Od dnia płatności do dnia odbioru minęło dokładnie 10 dni więc jak na przesyłkę międzynarodową to czas przesyłki mogę określić jako bardzo dobry.


Blister zawiera 4 moździerze 160mm, obserwatora oraz zbędną w 4. edycji podstawkę dowódczą. Trzeba przyznać, że figurki moździerzy są naprawdę okazałe, rozmiarem na polu bitwy przewyższają niejedną haubicę.


Załogi zrobione są w tym samym stylu co piechota z boxa Udarny Strelkovy i bardzo dobrze pasują do reszty kompanii jeśli ktoś ma akurat tę metalową wersję. Do tych starszych z "szarfami" pasują już nieco mniej.


Jak wyglądają koszty i możliwości moździerzy 160mm? A właśnie tak:


Moździerze straciły podstawkę dowódczą za co otrzymamy 5 punktów kompensacji. Dwa będą kosztowały 65 punktów a cztery 125 punktów. Mają AT3 i FP2+ więc wciąż biją jak ciężka artyleria za nieco mniejsze punkty. W powyższej wersji są one "Hero" więc łatwiej im się wstrzelić i okopać.

FoW 4. Ed.
W czwartej edycji moździerze dostały kilka nowych możliwości, których wcześniej nie miały. Mogą przed grą położyć znacznik na zaplanowany ostrzał czyli tzw. "Pre-planned bombardment". Mogą też wykonywać ostrzał "All guns repeat". Dodatkowo gdy moździerze powtarzają ostrzał to wszystkie działa i piechota pod znacznikiem muszą przerzucać udane rzuty ochronne czyli taki brytyjski Murder z 3 edycji.
Na minus trzeba zaliczyć, że moździerze straciły przerzut ostatniego namierzenia. Na minus musi być również zaliczona utrata podstawki dowódczej bo zawsze był to dodatkowy team do morale i do namierzania wrogów.

Zdjęcia z artykułu, których nie jestem autorem, pochodzą ze strony producenta Flames of War.

niedziela, 27 stycznia 2019

Regionals Armada Kraków 2019

26 stycznia w krakowskim MDK na ulicy Grunwaldzkiej 5 odbył się turniej Regionals w Star Wars: Armada organizowany przez Veto Store.

Na starcie stawiło się 17 graczy, w tym niemal cała czołówka polskiej sceny. Pomny bolesnych doświadczeń z Mistrzostw Polski dałem sobie spokój ze Sloane i imperialnymi eskadrami, zamiast tego pojawiłem się z rozpiską na dwóch niszczycielach imperialnych: ROZPISKA

1. Pierwszą bitwę grałem z Danielem Unzeitigiem i jego bandą rebelianckich Y-wingów. Wciąż na Dodonie ale tym razem zamiast MC30c "Admonition" Daniel wystawił się na MC-75 Armored cruiser, dwóch korwetach CR-90B, dwóch rebelianckich transportowcach i dużej liczbie Y-wingów z Jan Ors.


Oddałem inicjatywę a z moich misji Daniel wybrał "Rywalizację o placówkę". Od początku postanowił skupić się na skubaniu mojego admiralskiego ISD-2 co nawet udawało mu się mimo EWS-ów. Mimo, że Y-wingi dochodziły do strzałów to wypadało im dużo blanków na czarnych kościach.


Kluczowy moment gry przyszedł około 3 tury gdy najpierw ISD-2 mocno strzelił w MC-75 ściągając mu sporo tarcz i zmuszając do użycia ECM a następnie Cymoon pierwszym strzałem odparował jedną flotyllę a drugim, bardzo dobrym rzutem 9 trafień+2 celności z turbolaserów, ściągnął na styk wrogiego flagowca.


Mimo niepomyślnego obrotu spraw Daniel się nie poddał i zdołał zniszczyć mojego flagowego ISD oraz zdobyć 3 punkty zwycięstwa. Ja zdobyłem dwa. Gozanti z rozkazem dobiły jednego Y-winga. Po zakończeniu 6. tury nie wiedzieliśmy kto jest zwycięzcą, ja zniszczyłem flagowca, szprotki, Y-wingi i dwa żetony zwycięstwa, Daniel ISD-2 z admirałem i 3 punkty. Dopiero po przeliczeniu punktów okazało się, że Daniel wygrał 257-246, mała przegrana 5-6 z topowym graczem. Z jednej strony cieszyłem się bo wynik był niezły z drugiej strony było mi nieco smutno bo podejrzewałem, że odebrałem Danielowi szanse na mistrzostwo. Co było zrobić, graliśmy dalej.

2. Drugą bitwę grałem z Konradem z Zabrza i jego rozpiską na admirale Sato. Pierwszy raz grałem przeciw Sato na turnieju. Ponad rok temu dwa razy odebrałem lekcje od Świetlika w konlikcie koreliańskim (raz prawie wygrałem!). Rozpiska wydała mi się nieprzesadnie silna. Han Solo, Shara Bey i Tycho Celchu do tego MC80 Assault cruiser z tytułem Home One, trzy Hammerheady z Task Force Organa i Quad Battery Turrets oraz jedne szprotki. Miałem wybór więc tym razem wziąłem inicjatywę a z misji przeciwnika Solar Corona. Wystawiłem się w lewym rogu, przeciwnik w prawym.


Wiedziałem co muszę zrobić, trzeba było zniszczyć wszystko poza flagowcem albo flagowiec i nie stracić nic samemu. Okazało się to trudniejsze niż początkowo myślałem bo przez misję musiałem usuwać celowniki strzelając.

Wystawiłem się w lewym rogu, przeciwnik daleko w prawym. Miałem poczucie, że jeśli chce się postrzelać to muszę się pospieszyć. Pierwsze strzały padły dopiero w czwartej turze gdy Cymoon doleciał do Hammerheadów.
Spodziewałem się, że będę je "one-shotował" na dalekim zasięgu. Niedoczekanie.


Raz, że misja kazała mi usuwać celowniki, dwa, że HH to wytrzymałe bestie. Pierwszy strzał i Hammerhead przeżył na dwóch? Drugi strzał i kolejny HH dostał tylko 1 dmg na klatę po żetonach obrony i tarczach. Taranowanie tego pierwszego zostawiło go na 1 HP i tyle. A jak one zaczęły strzelać to "drzazgi leciały z rej" Cymoona. Raz, że każdy HH dostawał bonusową niebieską kość za moją prędkość. Dwa, że przy boku miałem Tycho więc przeciwnik zamieniał sobie kości na dwie czarne. Trzy- miały przerzuty z Task Force Organa. A cztery dodawał sobie celowniki z Home One! Mocne kombo. I każdy walił po 4-5 hitów blokując mi społowienie.

Do tego po czarnej kości strzeliły jeszcze oba A-wingi i zostałem prawie bez tarcz w trzech strefach, z kilkoma hitami oraz krytykiem "nie możesz korzystać ze zużytych żetonów obrony". I to po jednej turze strzelania! Uratowało mnie tylko to, że MC80 poszedł wolno szerokim łukiem za daleko by bić na czerwonych. W kolejnej turze zniszczyłem niezłym rzutem mocno uszkodzonego HH ale kolejnego nie dałem rady dobić - bardzo słaby rzut! Te dwa, które zostały znowu tak huknęły, że Cymoon został na 2 HP. Wtedy do gry wszedł wreszcie admiralski ISD dobijając oba HH i niszcząc wrogie transportowce. Cymoon naprawił sobie 3 tarcze a eskadry zdołały tylko dociągnąć go do 1 HP. Wrogi MC80 strzelił na dalekim do mojego ISD ale bez szans powodzenia i skończyła się 6. tura.

Wygrałem 166:0 niszcząc 3 Hammerheady i transportowce uzyskując wynik 8:3. Gdyby przeciwnik zniszczył Cymoona (157 punktów) byłoby tylko 6:5. Znowu szczęście mi dopisało choć teraz rzuty miałem przeciętne.

Trzecią bitwę miałem stoczyć z Łukaszem Hudźcem z Wrocławia, który dowodził flotą na generale Rieekanie nastawioną na niszczenie wrogich eskadr. A tu sprawiłem mu psikusa, nie ma eskadr. Okręt flagowy to MC75 Ordnance cruiser z Ordnance Pods oraz Assault Concussion Missiles. Do tego NebB "Yavaris", koreliańska korweta (chyba A) oraz rebelianckie transportowce z "Comms net" i "Expanded hangar bays" plus Corran Horn, Wedge Antilles, Shara, Tycho i Ten Numb. Po raz trzeci miałem mniej punktów więc wziąłem inicjatywę a z misji Łukasza wybrałem Planetary Ion Cannon. Wystawienie niemal identyczne jak w poprzedniej bitwie- ja w jednym rogu, przeciwnik w drugim. Leciałem Cymoonem z prędkością 3 żeby się postrzelać przez bite 4 tury a admiralskim aż 6 tur.

Ale Cymoon znowu się postrzelał. Najpierw Łukasz wybrał się transportowcami na dziwną przejażdżkę pod moimi lufami (pułapka?) a gdy próbował uciekać został w dalekim zasięgu. Cymoon się ucieszył, pyk, pyk z działek i... znowu zabrakło hitów! Na 5 kościach, z dodatkowym hitem z "Intensify firepower!" i dwoma celnościami z turbolaserów zrobiłem tylko 3 hity i szproty przeżyły na 1HP. W następnej turze nie zdążyły jednak odskoczyć i Cymoon tym razem je dobił (choć rzut również bez przytupu). W międzyczasie Planetarne działo jonowe trafiło go dwa razy po 3 hity w tarcze co nieco zniwelowałem używając rozkazur i diala inżynierii Thrawna. Gdzieś w piątej turze Łukasz uznał, że warto jednak użyć eskadr i rzucił Corrana Horna z Ten Numbem co nieco zabolało.


W ostatniej turze miałem do wyboru próbować zniszczyć na dalekim zasięgu Yavaris za przeszkodą mając w sumie 5 czerwonych kości albo double-arc na MC80 i potem możliwa poprawka z ISD-2. Poszedłem w drugą opcję ale rzuty znowu były słabe.


Spompowałem go z 3 tarcz ale na kadłub nic nie weszło. I wtedy pomyślałem, że przegrałem. Bo Cymoon miał mało tarcz i wbite sporo obrażeń. Przeciwnik miał "double arc" na bliskim z MC-80, strzał z boku Yavaris oraz dwie eskadry A-wingów z "double tap". Postanowiłem trzymać się planu z początku tury i zamiast taranować przeleciałem za rufę MC-80 ustawiając się do niego własną rufą na kamieniu (dostałem nieistotny krytyk "odrzuć żetony rozkazów"). Wspomnę, że na początku tury na rufę przesunąłem Early Warning System. Od tego czasu zaczęły dziać się cuda. Kalamariański krążownik załadował chyba ślepą amunicję: dwie czarne i dwie czerwone kości? 4 blanki! Przerzut czarnych? 1 zwykły hit. Strzał czarną z rufy? Jeden hit. A przeciwnik miał Assault Concussion Missiles. Jeden krytyk by zrobił robotę. Strzał z Yavaris również był nieudany - 1 hit. Ostrzał z Horna i 2 A-wingów też poszedł słabo i Cymoon przeżył na 2HP.


Ponownie miałem ogromne szczęście. Wynik ponad 2 godzinnej bitwy to 25:0 i 6:5 dla mnie. Tracąc Cymoona byłoby 25:157 i przegrana 3:7. Mimo, że było dużo latania a mało strzelania to gra z Łukaszem była prawdziwą przyjemnością i gdybym mógł nominowałbym go do nagrody "best sportsmanship". I znowu żal mi było, bo Łukasz przez tą bitwę skończył poza TOP8 :(

Ogłoszenie wyników i okazuje się, że zająłem doskonałe 5. miejsce mając 19 punktów i MoV 191. Przede mną byli tylko mistrz Europy i Polski, gracz TOP4 MP, były wicemistrz Polski oraz wicemistrz Europy. Milutko ale wiem, że to grubo ponad obecny stan rzeczywisty mojej gry. Na turnieju zniszczyłem MC-75, Y-wingi, trzy rebelianckie transportowce i trzy Hammerheady. Straciłem na całym turnieju tylko ISD II w walce z Danielem ponieważ rozpiska na ISD nie lubi oddawać punktów. Cymoon z H-9 i QTC nieźle zwalcza małe statki blokując im kluczowe żetony obrony ale zniszczenie czegoś większego np. z ECM okazuje się problematyczne.

Pełne wyniki Regionals Kraków (Świetlik zdobył 29 na 30 możliwych punktów deklasując resztę stawki!!!):



Nagrody z kita były tym razem naprawdę bardzo fajne. Moim zdaniem duuużo lepsze niż te ze Store Championship. Kuat wygląda dostojnie w stylu Jeddhy, frosted NebB jest po prostu SUPER a "lodowe" kostki są piękne. Dodatkowo sklep veto-store.pl przyznał 3 losowe nagrody po 60zl dla uczestników jako dropy (dostałem jeden z nich), normalnie miód. Podziękowania dla organizatorów i Wawrzyńca, który był niegrającym (chyba, że w HOMM3!) sędzią.


Na minus zaliczam tylko to, co zapewne zauważyliście już na zdjęciach. Graliśmy na paździerzowych stołach bez mat. Szkoda, bo wystarczyło napisać i dobrzy ludzie na pewno by je przywieźli a klimat +200%. No nic, następnym razem się uda ;) Na koniec kilka zdjęć uczestników turnieju.






poniedziałek, 14 stycznia 2019

Team Yankee - M1 Abrams Platoon


Jako że samym końcem roku 2018 trafiły w moje ręce ciekawe modele a ja jeszcze do tej pory nie umieszczałem żadnej relacji WIP to postanowiłem się tym razem podzielić. Może komuś się to do czegoś przyda a może ktoś mi powie czy na pewno wszystko robię poprawnie.

Na warsztat trafiły czołgi M1 Abrams z zestawu Bannon`s Boys, dodatkowy Abrams był już częściowo sklejony. Dołączył do nich jeden weteran w Shermanie z drugiej wojny który zapragnął zostać Jumbo 76mm.


Przyzwyczajony do czołgów wielkości Shermana to muszę przyznać że Abramsy robią wrażenie. Po wnikliwej ocenie oraz zachwycie nad jakością wykonania modeli zabrałem się za wstępne prace. Nie było jakiegoś większego problemu bo nadlewki raczej sporadyczne i wszystko dosyć dobrze spasowane. Jako że osobiście nie przepadam za „lekkimi plastikowymi” modelami, kadłuby i wieże dociążyłem wszelakim złomem (27gram na model) klejąc cyjanoakrylem, a potem zalałem wikolem co dało powłokę dosyć elastyczną zabezpieczającą przed niechcianym odklejeniem i denerwującym grzechotaniem gdyby coś się odspoiło po niechcianym upadku lub niefortunnym transporcie. Udało się uzyskać przyrost masy o jakieś dodatkowe 160% co jest wyraźnie odczuwalne. Jak wiadomo najpierw masa potem rzeźba tak więc przystąpiłem do klejenia.


Całość składało się poprawnie i bez trudności. W kadłub i wieże wkleiłem magnesy i zalepiłem green stuffem co uczyni je niezniszczalnymi i zupełnie nie wrażliwymi na odklejenie w przyszłości, nawet po wielu bitwach. Są spolaryzowane dodatnio na kadłubach i ujemnie na wieżach, dzięki czemu nie ma znaczenia która wieża jest czyja bo zawsze będzie pasować. 


Osobny wątek to klejenie koszy na zasobniki i extra wyposażenie. Wyglądają fajnie i super epicko, ale usadowienie tego i sklejenie cienkich prętów by wyglądały estetycznie wymagało niemałego skupienia i cierpliwości. Jumbo dostał nową lufę od Voodoo Inc. Manufactury oraz kilka skrzynek na amunicję i łupy wojenne, które są w fazie testów. Nawierciłem wszystkie lufy by nie wyglądały jak kije od szczotek, miejsca na anten, miejsca na AA MG oraz Jumbo dostał hull MG bo jakos producenci w szale umieszczania na nim worków z piaskiem o tym zapomnieli. Potem drobne szpachle liquid Green stuffem i trafiły do ciepłej (nie gorącej!) kąpieli w płynie do mycia naczyń i po wyschnięciu jadą do lakierni na malowanie podkładu i koloru bazowego.


tekst i zdjęcia: Paweł "Voodoo" Bociąga
korekta: Wojtek "Zorg" Kinasz

piątek, 4 stycznia 2019

ARMADA: PODSUMOWANIE ROKU 2018

Drogi czytelniku, zakładam, że skoro czytasz ten artykuł to doskonale zdajesz sobie sprawę z tego jak się sprawy mają jeśli chodzi o system Star Wars: Armada w Polsce. I mam tu na myśli oczywiście zainteresowanie, choć i inne jego aspekty planuję poruszyć w dalszej części tego tekstu. Dlaczego w ten sposób? Ano dlatego, że jest to kwestia, która cały czas mnie zadziwia i której działania ciągle nie umiem dobrze zdefiniować. Potrafimy zagrać zwykły turniej o gównianego sezonowego kita w 20 osób (niektórzy jadąc na niego przez całą Polskę), po to by za dwa miesiące ledwo zebrać się na Store'a czy inny bardziej "prestiżowy" turniej. 
Niezły termin? Fajne nagrody? Hype? Dobra organizacja?
Bullshit. 
Nie w Armadzie.
Przerabiałem ten temat wiele razy, zorganizowałem sporo turniejów i ni hu hu - nie ma żadnej reguły. Oczywiście te czynniki mają wpływ, jednakże nie są decydujące. Co więc jest decydujące? Nie wiem. Chyba po prostu "taki mamy klimat" i trzeba się z tym pogodzić. Mogę jedynie zachęcać zarówno do organizacji jak i partycypacji. Warto, bo dużo fajniej gra się w grupie. Nie grasz w turniejach, nie przepadasz? - Żaden problem. Przyjdź do lokalnego Gaming Store'a i zagraj for fun, ale niech ludzie widzą, że coś się dzieje. Niech sprzedawcy wiedzą, że ktoś gra w te stateczki (to jest ten X-Wing? Star Trek, tak? - Nie kurwa; Władca Pierścieni...).
Nie wiem czy jesteśmy niszowym systemem - ja nazwałbym go raczej dzikim. I pewnie nie chciałoby mi się pisać tego podsumowania gdyby nie fakt, że... Że naprawdę warto, bo jest o czym. Warto bo 2018 był rokiem największego rozwoju Armady w Polsce, mimo iż od dawna nie dostajemy już polskiej wersji nowych fal. Rozwoju raczej jakościowego aniżeli ilościowego, jednak i tu statystyki poszły ciut w górę.
Przejdźmy więc do rzeczy; zaczęło się naprawdę dobrze; w rok weszliśmy trwającą w najlepsze promocją Galakty, przez co gracze uzupełnili floty za naprawdę niewielkie pieniądze. Ceny produktów, które jak dotąd mogły odstraszać potencjalnych nowych graczy; przestały stanowić realny problem. I tak: otwierający sezon turniej w Poznaniu przyciągnął konkretną liczbę Admirałów w liczbie ponad dwudziestu osób. Była to naprawdę dobra wróżba na przyszłość, a co najważniejsze rozbudziła apetyty graczy i organizatorów. Dzięki temu przez kilka następnych tygodni; w każdy weekend odbywały się turnieje w różnych zakątkach kraju. Wypada dodać, iż Poznaniacy zapoczątkowali rewelacyjną tradycję customowych promek i choć na wielu późniejszych zawodach w puli nagród takowe się pojawiały; chyba żadne nie mogły równać się jakościowo z poznańskimi. 
Serię udanych turniejów kończył kolejny dwudziestoosobowy event; tym razem rozgrywany Krakowie. Był pierwszym po wyjściu Fali VII i należy wspomnieć, że zwycięską flotą okazała się w nim flota oparta właśnie na Admirale Raddusie. Same zaś nowe dodatki przyjęły się w Polsce świetnie i szybko rozeszły pomiędzy graczami.

Schyłek lutego był też okresem, w którym narodził się pomysł czerwcowego wyjazdu do Birmingham na Mistrzostwa Europy. W ramach przygotowań; na dzień po Mistrzostwach Śląska formacja złożona z trzech Admirałów (ja, Wawa, Kubbek) wyruszyła do Poczdamu na berlińskie Regionalsy gdzie osiągnęła całkiem przyzwoite wyniki i miała przyjemność zmierzyć się z trzykrotnym już Mistrzem Niemiec - popularnym Tokrą. Niestety była to też jedyna okazja by wziąć udział w Regio, jako że z powodu zamieszania kity nie dojechały do Polski i w 2018 musieliśmy obejść się smakiem. 
Mieliśmy jednak bardzo sympatyczny substytut, albowiem największe ośrodki Armadowe (jak wspomniany wcześniej Śląsk) organizowały swoje Mistrzostwa. Jednym z takich turniejów były emocjonujące Mistrzostwa Krakowa, które dzięki rewelacyjnym nagrodom (akcesoria od Jack Customs) godnie zrekompensowały brak Regionalsów. Kraków stał się też jednym z najbardziej aktywnych regionów jeśli chodzi o Armadę w 2018; z regularnie organizowanymi turniejami o bardzo dobrej frekwencji (w drugiej połowie roku obydwa LGS'y organizowały Store Champs, wystartowaliśmy też z lokalną ligą). Kilka nowych miast; takich jak Wrocław, czy Gdańsk; również zaczęło przejawiać aktywność armadową i wkrótce dołączyło do sceny na dobre. 
Community się rozrosło, a słynny już FAQ wprowadził sporo świeżości, przez co rywalizacja stała się ciekawsza. Przygotowania do Euro ruszyły pełną parą i z początkiem czerwca zwarci i gotowi w liczbie siedmiu Admirałów stanęliśmy w bramach National Exhibition Centre w Birmingham, gotowi do walki o tytuł Mistrza Europy.

Poniżej zdjęcie naszego teamu zrepostowane przez oficjalny profil FFG na Instagramie (od lewej: Dawid "Czart" Czartoszewski, Wawrzyniec "Wawa" Kościelniak, Jakub "Kubbek" Charmo, Piotr "Świetlik" Świetlicki, Przemysław "Przemo" Paluszyński, Marcin Sprawka, Daniel Unzeitig).

Wyniki znacie doskonale- Polski finał zakończony zwycięstwem Świetlika; łącznie trzech Polaków w Top8, kolejni dwaj w najlepszej dwudziestce. Czy można mówić tu o sukcesie? Myślę, że nie będzie przesadą jeśli nawet nazwiemy to dominacją, zwłaszcza zestawiając te statystyki z rezultatami osiągniętymi przez uznanych europejskich graczy (Ben Edgar - 10, Rikki Porter - 16, Tokra - 19). Do tego wszystkiego w trakcie trwania finału; FFG ogłosiło, że w 2019 Mistrzostwa Europy odbędą się w Polsce. Cytując klasyka: "Tyle wygrać".
Po Euro przyszedł czas na trochę oddechu. Scena ostygła, hype jakby minął i weszliśmy w dużo łagodniejszą drugą połowę roku. Do kalendarza wjechały Store Championships, które odnotowały przyzwoitą frekwencję. Na turniejach widywaliśmy nowe twarze, aktywność w różnych zakątkach kraju trzymała niezły poziom. Dostaliśmy też zapowiedź nowej fali, co wywołało niemałe poruszenie i wzbudziło sporo kontrowersji. Wtedy to wyjątkowo aktywna była nasza facebookowa grupa.
Za granicą rozpoczął się sezon Natio (Mistrzostwa Polski zaplanowane zostały na 27-28.10) i dla nas oznaczający sporo emocji. Wszystko za sprawą Kubbka, który zaliczył zarówno Mistrzostwa Niemiec jak i Wielkiej Brytanii; w obydwu czempionatach zajmując lokaty w ścisłej czołówce. W brytyjskich Nationalsach wziął udział również Przemo, ukończywszy turniej w Top4. Nie chcąc uderzać w pompatyczne narodowe tony (tym bardziej, że do patrioty mi daleko); można z czystym sumieniem stwierdzić, iż dzięki świetnym wynikom na arenie międzynarodowej Polacy stali się rozpoznawalni jako jedna z najmocniejszych ekip armadowych na świecie. Szczególnie dużo słów uznania płynęło z Discorda, czy popularnego Intel Sweepa (Master of the Fleet), nie przełożyło się to jednak znacząco na wzrost zainteresowania na rodzimej scenie. 
Wyglądało na to, że ostatnim zrywem 2018 roku będą więc wyczekiwane przez wielu Mistrzostwa Polski. Rozgrywany w warszawskim Instytucie Lotnictwa turniej zgromadził 32 graczy (w tym 2 gości z Włoch) stając się jednocześnie największym jak dotąd armadowym eventem w Polsce. Brawa należą się organizatorom z Klubu Dragon (Wawa i spółka); dzięki ich zaangażowaniu zawody przebiegały sprawnie i w świetnej atmosferze. Turniej "kompletny"; nie brakowało emocji, chujowych rzutów, comebacków, niespodzianek i zasłużonego zwycięzcy. Czy w kontekście wspomnianej już frekwencji możemy czuć niedosyt, czy powinniśmy być zadowoleni? Myślę, że i to i to. Brakło kilku znajomych twarzy, w dodatku biorąc regularnie udział w turniejach widać, że tak po prostu; event tej rangi w Polsce ma potencjał na więcej. Z drugiej strony jednak; było lepiej niż w 2017 i to pomimo "jałowego" okresu jaki nastał w drugiej połowie roku. Reasumując; jest przyzwoicie - zobaczymy jak się sytuacja rozwinie. 
Po Nationalsach zgodnie z przewidywaniami było jeszcze spokojniej; sezon Store Champsów zakończono we wrocławskim Bolterze; turniejem rozstrzygniętym w gronie "lokalsów", a odczuwającym niedosyt po krajowym czempionacie; osłodę miały przynieść Mistrzostwa Warszawy. Te jednak; pomimo iż mocno obsadzone - nie powaliły frekwencją co dobitnie podkreśliło problem naszej rodzimej sceny, na którym poniekąd skupiłem się w tej części publikacji.
Kalendarz armadowy na zeszły rok dobiegł końca - czego zatem możemy się spodziewać w bieżącym? Tutaj trzeba się pochylić na chwilę nad najistotniejszą kwestią, bowiem jak wszyscy wiemy; w 2019 będziemy gospodarzem Mistrzostw Europy. Oznacza to, że największa armadowa impreza po tej stronie globu będzie na wyciągnięcie ręki. Dlaczego warto w niej uczestniczyć? Przede wszystkim z powodu niepowtarzalnego klimatu panującego na tego typu eventach. Pomimo, że gra toczy się o większą niż zwykle stawkę; życzliwość i uśmiech są wszechobecne a atmosfera luźna i sympatyczna. Armadowe community pod tym względem zresztą zawsze wiodło prym w porównaniu do innych systemów. Dodatkowo na Euro macie szansę stoczyć pojedynki z graczami z całego świata i wyjść nieco poza lokalną metę. Różnorodność list jest ogromna, nie ma więc nudy - prędzej masa nabytego doświadczenia i dobrej zabawy. Oprócz tego; chyba najlepiej wyrobić sobie własną opinię - przyjść, zagrać, najzwyczajniej w świecie zobaczyć czy taka forma gamingu was "jara". Wyjadę kolejnym frazesem, ale lepszej okazji nie będzie.
Zachęcam do zaangażowania; list buildingu, grania casualowego, grania turniejowego, dyskusji na grupie, śledzenia sceny, dzielenia się twórczością (customy i repainty) - generalnie każdego rodzaju armadowej aktywności. Jeśli grasz "for fun" - spróbuj znaleźć chętnych do kampanii, testuj różne scenariusze i formaty punktowe, pokaż grę znajomym. Jeśli grasz kompetytywnie - zagadaj w lokalnym sklepie w kwestii kita; organizacja turnieju wcale nie wymaga nie wiadomo ile czasu. Zbierz ekipę i przyjedź na zawody do innego miasta, spróbuj rozkręcić lokalną ligę, zorganizuj pokazówki. Możliwości sporo, a nakład pracy potrzebny żeby "coś się działo" jest niewielki. 
I takiej właśnie aktywności z okazji Nowego Roku życzę naszej scenie. Na koniec pierwszej części podsumowania, zainspirowany przyjemnym artykułem ze strony x-wing.pl; zamieszczam poniżej zeszłoroczne rezultaty (podium najważniejszych turniejów i wyniki Polaków na arenie międzynarodowej):


POLISH NATIONALS:
1. Piotr "Świetlik" Świetlicki
2. Daniele de Gemini (ITA)
TOP 4: Jakub "Kubbek" Charmo, "Nairod"

MISTRZOSTWA ŚLĄSKA:
1. Jakub "Kubbek" Charmo
2. Daniel Unzeitig
3. Wawrzyniec "Wawa" Kościelniak

MISTRZOSTWA KRAKOWA:
1. Wojciech Kinasz
2. Daniel Unzeitig
3. Jakub "Kubbek" Charmo

MISTRZOSTWA WARSZAWY:
1. Daniel Unzeitig
2. Jakub "Kubbek" Charmo
3. Mariusz Truba

STORE CUBE (POZNAŃ):
1. Jakub "Kubbek" Charmo
2. Adam "Barbarzyńca" K. 
3. Paweł "Gymlet" Szymkowiak

STORE VETO (KRAKÓW):
1. Piotr "PeterSaber" Piątkowski
2. Przemysław "PatSy" Czapik
3. Daniel Unzeitig

STORE VANAHEIM (KRAKÓW):
1. Jakub "Kubbek" Charmo
2. Piotr "Świetlik" Świetlicki 
3. Daniel Unzeitig

STORE INNY WYMIAR (KATOWICE):
1. Daniel Unzeitig 
2. Piotr "Świetlik" Świetlicki
3. Wawrzyniec "Wawa" Kościelniak

STORE BOLTER (WROCŁAW):
1. Jakub Baranowski
2. Łukasz Hudziec
3. Konrad O.

RANKING OGÓLNOPOLSKI:
1. Jakub "Kubbek" Charmo
2. Daniel Unzeitig
3. Piotr "Świetlik" Świetlicki

***

EUROPEAN CHAMPIONSHIP:
1. Piotr "Świetlik" Świetlicki 
2. Przemysław "Przemo" Paluszyński
7. Daniel Unzeitig 
14. Dawid "Czart" Czartoszewski
17. Jakub "Kubbek" Charmo
34. Marcin Sprawka
58. Wawrzyniec "Wawa" Kościelniak

UK NATIONALS:
4. Przemysław "Przemo" Paluszyński
5. Jakub "Kubbek" Charmo

GERMAN NATIONALS:
6. Jakub "Kubbek" Charmo

BERLIN (POTSDAM) REGIONALS:
3. Daniel Unzeitig 
5. Jakub "Kubbek" Charmo
9. Wawrzyniec "Wawa" Kościelniak

Skoro jesteśmy przy wynikach: zacznę moją krótką analizę od graczy i list, które odnosiły w tym roku sukcesy. 
Największym wygranym 2018 jest niewątpliwie Świetlik, który ustrzelił dublet w postaci Mistrzostwa Europy i Mistrzostwa Polski. Piotrek zalicza się do graczy, nie lubiących zbyt długo grać jedną rozpiską. Często poszukuje, często zmienia, przez co potrafi zarówno zagrać turniej, w którym zwycięża całkowicie deklasując rywali, jak i taki, w którym niespodziewanie kończy w środku tabeli. Jeśli jednak doprowadzi jakąś listę do perfekcji, pokonanie go staje się swoistym "mission impossible" o czym przekonali się w tym roku niemal wszyscy. Jego rozpiski skupiają się wokół eskadr; zarówno rebelianckich jak i imperialnych. Mistrzostwo Europy wywalczył swoją wariacją na temat "Rieekan Aceholes" powołując do życia, czy może wyciągając z czarnej otchłani Peltę. Asy Rebelii są cały czas bardzo popularne, jednak wersja zaproponowana przez Świetlika wnosi sporą różnicę w kontekście stylu grania. Piękny kontrast dla niej stanowi lista, która dała Piotrkowi Mistrzostwo kraju, a której bliźniaczkę pokonał w półfinale Eurosów. Sloane na Avengerze; czyli duży statek w grze, plus eskadry raczej antymyśliwskie aniżeli chmara bombowców. Ciągle mocny archetyp, pomimo iż "Sloanka" straciła nieco na popularności po FAQ. 
Całkowite przeciwieństwo dla Świetlika stanowi kolejny gracz, którego nie sposób pominąć w moim podsumowaniu, a mianowicie Kubbek. Po pierwsze; Kuba jest Imperialistą z krwi i kości, po drugie; jest Imperialistą z krwi i kości, a po trzecie... Sami już wiecie. Stawia statki ponad eskadry i konserwatywnie skupił się na szlifowaniu mocarnej rozpiski; BTAvenger, Demolisher, Raider i flotylle. Dowodzona przez Jerjerroda flota; w rękach Kuby zawojowała już pół świata. I to dosłownie, bo Warszawiak jest z pewnością najaktywniejszym polskim graczem. Osiągał rewelacyjne wyniki za granicą, zaś na polskiej scenie; zwyciężył w ogólnopolskim rankingu turniejowym, zaliczając kosmiczną liczbę eventów, ale przede wszystkim - zawsze zajmując w nich topowe lokaty. 
Mamy więc przykłady dwóch skrajnie różnych archetypów, które z powodzeniem radziły sobie na armadowych stołach. Trzecią mocną opcją osiągającą w tym roku świetne rezultaty (wysokie miejsca na "Regio", Topka na Natio) był rodzaj list budowanych wokół generyków, począwszy od spamu Y-Wingów na Dodonnie poprzez imperialne bombowce z Ruthlessem, na rebelianckiej ich wersji kończąc. 
Trochę mniej osiągów przypadło w udziale flotom opartym na Raddusie - kilka zwycięstw w lokalnych turniejach, choć nie sposób też nie wspomnieć o wicemistrzostwie Europy zdobytym przez Przema tymże sympatycznym Admirałem. Czy Kalamarianin utrzyma się w mecie? To akurat jedno z ciekawszych zagadnień bieżącego roku. 
Przechodząc do list, które na naszej scenie ugrały trochę mniej, jednak imponowały popularnością, należy wyróżnić zwłaszcza jedną; mianowicie Dual ISD. Mocna zarówno w wersji z Mottim jak i Vaderem, była chyba najbardziej popularną listą zeszłego roku. Tak samo zresztą jak i samo Imperium, które wciąż jest chętniej wybieraną przez polskich graczy frakcją. Najwięcej (poza flotyllami oczywiście) na stołach widuje się ISDków w najróżniejszych konfiguracjach. Po stronie Rebeliantów zaś; nadal latają głównie myśliwce, choć wciąż spotkać można buildy na Ackbarze czy małych szybkich statkach.
Na sam koniec chciałbym jeszcze poruszyć kwestię zmian jakie nastąpiły w minionym sezonie za sprawą FAQ i Fali VII. Przede wszystkim gra świetnie się zbalansowała; gracze zaczęli częściej korzystać z dużych okrętów i zrezygnowali z małych fighter screenów. Innymi słowy; rozpiski budowane są na zasadzie; albo full eskadry albo bez eskadr. Ten fakt cieszy, bo ludzie chętniej grają teraz kompetytywnie, przez co podnosi się poziom całego polskiego community. Zniknęły absurdalne listy (pozwolę sobie przypomnieć moje cudeńko na sześciu flotyllach) a zamiast tego do gry powróciło sporo  grywalnych jednostek, takich jak choćby Hammerheady. Brak przepakowanych "kombosów" i duże zróżnicowanie na stołach spowodowało, że gra nabrała rumieńców i znajduje się obecnie w idealnym punkcie do dalszego rozwoju. Jak potoczą się losy naszego ulubionego systemu w tym roku? Powiem tylko: I've got a good feeling about this!
Tekst: Daniel "Black Admiral" Unzeitig
Korekta: Wojtek "Zorg" Kinasz